Wspomnienia Edwarda Styżeja rok 1944

Edward Styżej

Wspomnień ciąg dalszy

Targowica

Targowica w Bychawie nadal służyła jako baza przerzutowa wycofujących się wojsk w czerwcu i częściowo lipcu 1944 r. Niemcy w pośpiechu pozbywali się zbędnego sprzętu. Porzucili dwa silniki czołgowe oraz drukarnię polową i inny drobniejszy sprzęt na początku placu w pobliżu szosy.

Jak tylko wygasły pożary kowal Wacław Łobodziński z kilkoma młodymi chłopcami – widziałem jak demontowali rozbierając co cenniejsze części a bloki silników niszczyli młotami rozbijając je częściowo bo nie wszystko dało się zniszczyć. Bloki silników jeszcze długo leżały koło podziemnego zbiornika wody pożarowej.

Targowica była celem kilkakrotnych łapanek ludzi przeważnie na przymusowe roboty do Niemiec organizowane były we wtorki t.j. w dni targowe latem i zimą wszystko to działo się na moich oczach przez nasze 24 metrowej szerokości podwórko pędziły jak szalone wozy żelaźniaki sanie wszystko kierowało się na południe w stronę Gałęzowa. Spłoszone konie strzałami karabinowymi i batami woźniców pędziły co sił byle nie dostać się w szpony Niemców.

Na polach sąsiadujących z naszym polem zabito chłopa ze Starej Wsi, leżał martwy na polu. Drugiego człowieka Niemiec zastrzelił z odległości około 2 km. karabinem z przyrządem optycznym. Niemiec strzelał z szosy Polanówki a zabity człowiek na początku góry kobylego dołu.

Targowica była miejscem postoju przesiedleńców repatriantów z za Buga. Ukraińców z małopolski wschodniej z hrubieszowskiego, tomaszowskiego najwięcej, które podczas akcji Wisła były przesiedlane i kierowane na ziemie zachodnie i północne tutaj na tej bychawskiej targowicy mieli punkt zborny odpoczynek, posiłek i zaopatrzenie na dalszą długą i nieznaną drogę.

Olbrzymi plac targowicy kilkakrotnie – wiele razy był zapełniony taborami cyganów, którzy prowadzili wędrowne i przepełnione śpiewem i muzyką beztroskie życie. Na targowicy była buchta skup zwierząt gospodarskich. Moja mama często wysyłała mnie do studni na targowicy po wodę na nosiłkach, które żeby wiaderka nie dotykały ziemi u łańcuchów zawiązywałem węzły i łańcuszki stały się krótsze.

Idąc z wodą nagle zaczepiłem nogą o jakąś przeszkodę przewróciłem się wylewając wodę pod siebie wstając patrzę a tu błyszczy jak złoto taśma od karabinu maszynowego o długości około 2 m. Przyciągnąłem tą taśmę do domu, i ojciec mój dał ją partyzantowi Jankowi Kulikowi zostawiając sobie jedną łódkę naboi 5 szt. tyle się mieściło w tym magazynku.

taśma
Autor Edward Styżej.

W oddziale Wojciecha Rokickiego Nerwy był rodowity mieszkaniec Bychawy Krzysztof Kula ps. krawiec. Mieszkał też na ulicy Turobińskiej, ale po drugiej stronie ulicy. W sąsiedztwie sióstr zakonnych herbaciarek ojciec partyzanta Krzysztofa Kuli był małorolnym chłopem a bieda w czasie okupacji hitlerowskiej była duża.
Kilka lat temu mój kolega bogdan Kulesza trochę starszy odemnie złożył mi ustną relację z faktu, którego był świadkiem wymierzenia kary chłosty 25 razy w d… za kradzież jednego metra pszenicy własnemu ojcu przez partyzanta Krzysztofa Kulę – rzekomo na wódkę kontygentówkę.

Bogdan jak partyzanci stukali do drzwi za namową babci schował się pod drewniane łóżko w pokoju mieszkania i wszystko słyszał jak p.pr. Nerwa motywował za co jego dobry partyzant – Kula Krzysztof krawiec pseudonim i czynny krawiec oddziału, który szył i naprawiał partyzantom mundury dopuścił się kradzieży ojcu zboża i za tą udowodnioną winę ponosi karę chłosty. 3 miesiące później Krzysztof Kula zginął pod Pawlinem k/ Bełżyc w wielki piątek 1944 r. ciężko rannego partyzanta dobił żołdak niemiecki bagnetem karabinu.

Edward Styżej.

Myśl

Napisz swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *