Upamiętnienie 74. Rocznicy Potyczki AK z NKWD i Pacyfikacji wsi

Dziś 25.10.2018 r. w Zaraszowie po raz pierwszy odbyło się Upamiętnienie Rocznicy  Potyczki AK z NKWD i Pacyfikacji wsi Zaraszów i Zaraszów Kolonii.

Uroczystość upamiętnienia 74. rocznicy pacyfikacji wsi

W uroczystości udział wzięli mieszkańcy, przedstawiciele  harcerstwa, OSP Zaraszów, Szkoły Podstawowej im ks Dominika Maja; Radni gm. Bychawa oraz powiatu lubelskiego. Złożono wieniec, zapalono znicze, pomodliliśmy się za poległych i pomordowanych w czasie II Wojny Światowej, odśpiewaliśmy Hymn.

Uroczystość upamiętnienia 74. rocznicy pacyfikacji wsi

25 X 1944 r. NKWD w liczbie nie mniej niż 250 osób i kompanii 145 pułku strzeleckiego, nad ranem, we wsi Zaraszów i Kolonii Zaraszów, rozpoczęło obławę na żołnierzy AK.

“Aresztowano ponadto porucznika Józka Kukułe. Zamknięto go w nowo przerobionym więzieniu w Bychawie. Siedział tam trzy dni. W nocy sierżant Bartoszek z kilkoma AKowcami próbowali odbić Józka.
Wywiązała się bitwa. Sierżant został ranny, jego koledzy uciekli. Rannego bestialsko dobił enkawudzista”. K. Rzstworowski “Zmierzch Gałęzowa”.

Jak wspominają świadkowie został pogrzebany nieopodal miejsca gdzie dziś stoi ta kapliczka.

Więcej na temat.

Zdjęcia

Jerzy Jelcow

Niespodziewanie znalazłem się na tym świecie i postanowiłem, że jakiś czas tu pozostanę. Aby ta moja obecność nie była daremna, to promuję otaczający mnie świat. Może dzięki temu ktoś co ma gorzej, będzie wiedział gdzie jest lepiej.

3 myśli na temat “Upamiętnienie 74. Rocznicy Potyczki AK z NKWD i Pacyfikacji wsi

  • 25 października 2018 o 19:23
    Permalink

    Miło widzieć tyle młodzieży chcącej upamiętnić tak ważne wydarzenia z historii oraz uczcić pamięć walczących i poległych bohaterów…szkoda, że nie mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu…

    Odpowiedz
  • 26 października 2018 o 17:10
    Permalink

    Narodowa Bychawa
    Facebook
    ·
    “25 października 1944, 4 rano.
    Jest jeszcze ciemno. Na skraju zaraszowskiego lasu sierżant Bartoszek z niecierpliwością wpatruje się w panujący półmrok. W końcu z mroku, jedna po drugiej, bezszelestnie wyłaniają się postaci chłopaków z oddziału. Choć oddział już nie istnieje, stawili się tu aby ratować komendanta 5-go rejonu lubelskiego, por. Józefa Kukułę, aresztowanego przedwczoraj w Gałęzowie.
    Wiedzą że przetrzymują go w więzieniu w Bychawie i jest ciężko pobity. Nagle
    niedaleko w lesie Bartoszek słyszy przekleństwa po rosyjsku. Tego się nie spodziewał. Jeszcze nie wie, że to zamyka się obława NKWD wokół Zaraszowa. Próbuje wyprowadzić cało swoich chłopaków z okrążenia. Niestety zauważono ich. Trzeba się ostrzeliwać, może choć części oddziału uda się wycofać. Bartoszek zamyka odwrót, niestety zostaje trafiony i upada.
    Słyszy strzały od Zaraszowa, to tamtejsza zaalarmowana placówka AK przyłączyła się do walki. Nim straci przytomność, widzi że chłopakom udało się wymknąć. Milkną strzały. Zostaje na skraju lasu sam…”
    To tyle fikcja literacka. Choć tak prawdopodobnie było. A teraz trochę faktów.

    Dziś mija 74 rocznica pierwszej na lubelszczyźnie potyczki
    oddziałów NKWD z oddziałami Armii Krajowej. Potyczka ta miała miejsce na skraju lasu w Zaraszowie.
    Opowieść ta zaczyna się jednak wcześniej, w Dworku Koźmianów w Gałęzowie.
    Ale zacznijmy od początku.Po wkroczeniu na lubelszczyznę Armii Czerwonej i początkowym okresie współpracy podczas Akcji Burza, zaczęło się rozbrajanie polskich oddziałów i aresztowania oficerów.
    Większość nieujawnionych żołnierzy Armii Krajowej postanowiło zamelinować się na bezpiecznych kwaterach, znanych z okupacji. Nie inaczej uczynił Józef Kukuła ps. “Derwisz”, “Kurek”, komendant rejonu V-ego AK w obwodzie Lublin. W październiku 1944 roku żona i córeczka Kukuły przebywały w majątku Koźmianów w Gałęzowie. W okolicach Bychawy panował względny spokój, więc “Derwisz” postanowił odwiedzić żonę i córkę. Nieopatrznie został tam zbyt długo, ktoś go rozpoznał i doniósł do NKWD. Rosjanie otoczyli majątek i aresztowali Kukułę.
    Od razu, w obecności żony dotkliwie go pobito. Został przewieziony do aresztu w Bychawie.
    Wieść o wydarzeniach w Gałęzowie rozniosła się po okolicznych placówkach AK lotem błyskawicy. Od razu postanowiono “Derwisza” odbić. Na pomoc dowódcy postanowił ruszyć sierżant Julian Bartoszek, komendant placówki AK w Olszowcu i żołnierz rozwiązanego oddziału “Spartanina”.
    Zebrał grupę ochotników z okolicznych placówek AK, miejscem zbiórki ustalono skraj lasu zaraszowskiego od strony Bychawy. Konspiratorzy nie mogli wiedzieć,że NKWD od godziny czwartej zamykało okrążenie wokół Zaraszowa, chcąc wyłapać ukrywających się tam członków “band”.
    Gdy spiskowcy zorientowali się że są okrążeni, nie było już szans na wycofanie się. Wywiązała się walka,w wyniku której dowódca konspiratorów, sierż. Julian Bartoszek został ciężko ranny.
    Reszcie chłopaków udało się wyrwać z obławy, w dużej mierze dzięki wsparciu placówki AK z Zaraszowa, która ogniem karabinu maszynowego zajęła uwagę oddziałów NKWD. Po wszystkim, nkwdziści brutalnie dobijają sierżanta Bartoszka, a następnie wkraczają do Zaraszowa i aresztują członków Armii Krajowej.
    Nie wiadomo czy ktoś doniósł o zamiarze
    odbicia Kukuły, ale natychmiast po tych wydarzeniach wywieziono go do Lublina. Po ciężkich torturach, został skazany na karę śmierci 5 grudnia 1944. Wyrok wykonano 14 grudnia 1944r. Jego ciało komuniści wrzucili do rowu na cmentarzu przy ulicy Unickiej w Lublinie. Dzięki temu że rów ten był dłuższy czas niezasypywany żonie Kukuły udało się ustalić gdzie wrzucono ciało jej męża i w tym miejscu postawiła mu nagrobek. Co się stało z ciałem sierżanta Bartoszka, nie wiem. Czy nkwdziści zostawili je na skraju lasu, czy zabrali ciało ze sobą? Na bychawskim cmentarzu jest jego nagrobek, jednak nie znalazłam w księgach parafii bychawskiej jego aktu zgonu, mimo że przewertowałam wszystkie akty z 1944r.
    I na koniec moja gorąca prośba – nie dajmy zginać poległym.
    Pamięć i modlitwa to najlepsze, co możemy dla nich zrobić.
    A więc – pamiętajmy. I nauczmy pamiętać nasze dzieci.

    Odpowiedz
  • 27 października 2018 o 10:12
    Permalink

    Dzień dobry.
    Sprawa powzięcia informacji o losie por. Kukuły (1911-1944) po wywózce z Bychawy przez jego żonę, jest niestety bardziej skomplikowana i rozciągnięta w czasie. Ludwika Romualda z d. Kłak (1914-2007) ostatni raz widziała męża kiedy ten był w areszcie w Bychawie. Był to nie tylko ostatni kontakt, ale i ostatnia informacja o losie jej męża (a poszukiwań mało nie przepłaciła życiem) aż do 1948 r. To wtedy, po śmierci jej ojca (oficera RKU w Sanoku, który przeżył Dachau, ale dostał pomieszania zmysłów), przy pomocy siostry wzmogła poszukiwania i wreszcie w kaplicy cmentarnej na Unickiej otrzymała informację o dokładnym miejscu pochówku. Absurdem tamtego okresu był fakt, że ludzie poszukujący informacji o swoich bliskich, mieli nadzieję, iż owi zostali wywiezieni na Sybir – wtedy była szansa na ponowne spotkanie.
    Dla ogólnej informacji dodam tylko, że we wrześniu 1939 r. por. Kukuła ciężko ranny pod Wiślicą został wyniesiony z pola walki na karabinach. Trafił do szpitala w Ołyce skąd z niesprawną nogą i odłamkiem w plecach uciekł, ponieważ dowiedział się, że Rosjanie wywożą oficerów. Miał możliwość nielegalnego opuszczenia Polski, ale odmówił ze względów patriotycznych.
    Zastanawiająca jest dla mnie oś czasu od aresztowania do śmierci por. Kukuły. Według znanych mi dokumentów osadzony na zamku w Lublinie został 18.11.1944 r., następnie 05.12.1944 r. nastąpiło skazanie i 14.12.1944 r. wykonanie kary śmierci. Problemem jest dla mnie okres od aresztowania do 18.11.1944 r. (przydałyby się papiery dziennikarza :)). Prawdopodobnie w tym czasie był przesłuchiwany (to oczywiście eufemizm) w jednym lub w kilku więzieniach w Lublinie. Wcześniejsze relacje zamieszczone na tym portalu (sumarycznie we wszystkich wątkach i działach) wykluczają się wzajemnie. Powyżej zostało napisane, że po kilkudniowym pobycie porucznika w bychawskim areszcie, 24/25.10.1944 r. następuje nieudana próba odbicia zakończona pacyfikacją Zaraszowa. Z tego co odczytuję ze zdjęcia, na nagrobku Juliana Bartoszka (ur. w 1915 r. w Olszowcu) widnieje data zgonu 20.10.1944 r. To sprzeczność, która może wskazywać, że pacyfikacja nastąpiła ewentualnie na skutek akcji odbijania. Informacja z powyższego postu kłóci się również z opisem zamieszczonym w książce pani Dębowczyk “Ofiary…”, który to opis wskazuje na donos i taką historię ja znam z opowiadań rodzinnych. Aktu zgonu Juliana nie ma ani w 1944 r. ani w 1945 r. i prawdopodobnie trzeba go szukać w latach późniejszych (niestety nie mam dostępu nawet do indeksów) bo wiem, że część była spisywana w kilka lat po wojnie. Warto dodać, że starszy brat Juliana Stefan Bartoszek (ur. w 1907 r. w Olszowcu, rodzice to Jan i Katarzyna Jakubiak, a żona Bronisława Dyś – to tak kogoś kto chciałby poszukać informacji u członków rodziny, może ktoś się czymś podzieli) został aresztowany w Zaraszowie 25.10.1944 r. i osadzony na zamku w Lublinie 02.11.1944 r. razem z innymi osobami z Zaraszowa (powód to oczywiście przynależność do AK). Czy przez ten tydzień przebywali w areszcie w Bychawie czy gdzieś w Lublinie nie wiem. Z powodu braku dowodów śledztwo wobec Stefana umorzono 12.12.1944 r. i 14.12.1944 r. został zwolniony.
    Może ta moja próba usystematyzowania poszczególnych zdarzeń wyda się komuś śmieszna i bezsensowna, ale wiedząc na przykładzie Lady Fortescue Turner jak prawda miesza się z fikcją, wolałbym aby to w tym przypadku nie nastąpiło. Ci ludzie nie potrzebują ubarwień swojej historii, życie mieli aż nadto ciekawe.

    Pozdrawiam.
    300sl

    PS
    O charakterze pani Ludwiki niech świadczy fakt, że mimo namów i korzyści finansowych z tego płynących nie chciała wstąpić do ZBoWiD-u.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.