Sen o Zaraszowie.
W 100-lecie bitwy na naszych polach.
Sen, jak to sen, coś się tam człowiekowi plecie. Podobno większości snów i ich treści nie pamiętamy. Może i dobrze. Ten sen też zaczął się dziwnie, czyli jak prawie wszystkie sny.
Jechałem przez Zaraszów. No właśnie nie „do” Zaraszowa a „przez” i bardzo mi się spieszyło i to napięcie że coś ważnego na mnie gdzieś tam czeka trwało we mnie aż do przebudzenia.
A więc przejeżdżałem a Zaraszów wydawał się jakiś inny, jakiś bardziej uporządkowany, czysty, odświętny. I wszędzie flagi, jakieś plakaty, banery. Ludzi nie było widać ale nawet psy i koty wydawały się inne, odświętne jakby. Zatrzymałem się przed jednym z plakatów. Czytam: „Festyn mundurowy z okazji Dnia Wojska Polskiego” a niżej „W 100-lecie bitwy na naszych polach”. No tak, dziś 15 VIII – olśniło mnie. Godz 12,00 Msza św w intencji służących Ojczyźnie i tych którzy oddali za nią życie. Mój zegarek pokazywał 13-tą. Podjechałem pod kaplice a tam samochodów i rowerów jak na odpuście w Turobinie czy Targowisku.
Podszedłem bliżej. Trwały jakby ogłoszenia. “Śmierć Żołnierza święta jest i łamie nakazy nienawiści. Przyjaciel czy wróg, jeśli nie ominęły go rany, na jednakową miłość i cześć zasługuje.” – to słowa umieszczane na wielu cmentarzach wojennych. I dobrze to świadczy o lokalnej społeczności, że pamięta o grobach tych, którzy na tej ziemi polegli przed stu laty. Nie była to nasza wojna, ale ci, którzy zginęli, też tej wojny nie byli winni. Być może długo czekali na ich powrót rodzice, żony, dzieci. A potem opłakiwali, bo dostali wiadomość, że zginął, że pochowany w miejscowości Kolonia Zaraszów. Może szukali tej miejscowości na mapach, pytali gdzie to jest. I chociaż oni już odeszli to współczujemy ich cierpieniu i dajemy to co możemy: modlitwę i pamięć. Po Mszy św. delegacje złożą wieńce na grobach żołnierzy a my gromadzimy się przy Szkole. Msza św zakończyła się.
Chwile potem z kaplicy wyszło dwóch żołnierzy z wieńcem,
podjechał po nich wojskowy gazik. Za nimi szło dwóch strażaków, też z wieńcem. Po nich podjechał wóz konny z ręczną pompą. Pojechali w kierunku cmentarza w Kolonii Zaraszów.
Wychodzący z kaplicy i jej okolic ludzie udawali się w kierunku szkoły. A tam niespodzianka.
Boisko przypominało wielką mapę terenu od Lublina na pólnocy aż po Turobin na południu. Tablice wskazywały nazwy miejscowości, rozciągnięte szare taśmy wyglądały jak drogi, niebieskie jak rzeki, zielone udawały lasy. Na skraju „mapy” stało dwóch żołnierzy w dawnych mundurach austriackim i rosyjskim. Ktoś szepnął, że wypożyczone, ale nie zrozumiałem czy żołnierze czy mundury.
Spiker po powitaniu przybyłych gości zaczął opowiadać o Cesarstwie Austro-Węgierskim i o Rosji. W tle słychać było walce Straussa i Kalinkę a gdy mowa była o wojsku i prezentowano umundurowanych żołnierzy, to rozlegały się marsze. Potem tereny „mapy” zajęli Rosjanie, tzn kilku chłopców w charakterystycznych rosyjskich czapkach z karabinami ze spiczastymi bagnetami (reszta ubioru była współczesna). Obok czekała już podobnie ucharakteryzowana Armia Austriaków.
I zaczęła się I-sza Wojna Światowa i bitwa na terenie „mapy”. Wojska przesuwały się, nacierały, cofały. Z głośników dobiegało głośne Uraaa i huk wystrzałów, „płonęły” wsie między innymi
Zaraszów i Kolonia („pożary”przypominały mi świece dymne, jakie robiliśmy z pękniętych piłeczek od ping-ponga). Opracowujący narracje pewnie korzystał z opracowań Panów Janusza Zunia i Pawła Grudnia zamieszczonych na stronie www.zaraszow.pl (Forum, 100 lat temu, Opracowania) i opisujących działania wojenne na naszych terenach. Gdy wojsko zawieszało na chwilę walki czytano fragmenty wspomnień Jana Zająca z Tarnawki www.zaraszow.pl (Galerie, ciekawostki, Bitwa pod Tarnawką) opisujące los cywilów podczas wojennych walk.
Gdy walki na „mapie” zakończyły się narrator krótko streścił dalsze dzieje I-szej Wojny i zakończył konkluzją, że wraz z zakończeniem wojny dla Polski przyszła niepodległość. Wtedy na teren „mapy” wkroczył oddział kilku żołnierzy Wojska Polskiego ze sztandarem. Rozległ się Mazurek Dąbrowskiego i wiele osób nie kryło swojego wzruszenia. Żołnierzom złożono życzenia, a dzieci wręczyły im kwiaty.
Po podziękowaniach zapowiedziano odsłonięcie ukrytej dotąd, za siatkami maskującymi prawdziwej kuchni polowej. Była grochówka, był żurek z wkładką, chyba bigos, były Zaraszowskie pierogi i coś tam jeszcze. Niektórzy szeptali, że to dar od wojska, inni, że wynajęta firma, jeszcze inni, że to swojska robota a tylko kuchnia jest wypożyczona. Ważne, że zainteresowanie (i zapotrzebowanie) było wielkie. Przy dojściu do kuchni stały dzieci ze skarbonkami „Na Szkołę w Zaraszowie”. Nie obyło się bez małego zgrzytu, bo skarbonki okazały się za małe. Ale jakoś ten problem rozwiązano wykorzystując puste kartony.
Po jakim czasie, gdy pierwszy głód został zaspokojony, muzykę z głośników zastąpiła Orkiestra Henryczki a na plac wjechały wozy bojowe i samochody służb mundurowych. I rozpoczął się festyn zabawowy. Dzieci mogły wejść do samochodu strażackiego, mogły dać się zamknąć w policyjnym (a starsi mogli zmierzyć się z alkomatem), pojeździć strażackim „wozem bojowym konnym”. Byli też wspominani już żołnierze (współcześni i rekonstrukcyjni) i nawet strażnicy miejscy z Lublina (który tym razem nie dawali mandatów za złe parkowanie) i było wiele innych atrakcji (jak kiedyś na odpustach). No tak, przypomniało mi się, to „Festyn mundurowy”.
Atmosfera radości i świętowania trwała w najlepsze gdy przypomniałem sobie, że się spieszę i muszę jechać (zanim się obudzę). Odjeżdżając zauważyłem jeszcze, że kuchnia polowa zdąża w stronę stawu a za nią kilka wozów… i gromada pieszych.
Sen, jak to sen, coś się tam człowiekowi plecie. Podobno większości snów i ich treści nie pamiętamy. Może i dobrze.
© Zaraszychora
Zaraszów 2014r
1 komentarz
elkr@ · 2 maja 2014 o 15:15
Scenariusz jest super, tak sobie myślę jednak (patrząc na ogrom problemów i prac przed aktualnym festynem), że potrzebny byłby do pomocy cały oddział wojska 🙂 🙂
Niemniej jednak bardzo gratuluję pomysłu – może za rok?
Pozdrawiam