Samobójstwo oficera Urzędu Bezpieczeństwa w Bychawie.
Znałem Grzegorza w. Był synem przedwojennego komunisty Romana W. Który po wojnie był Wójtem Bychawy. Przez kilka lat pisał meldunki do władz w Lublinie o pobycie i wiecu na rynku w Bychawie mjr. Zapory oraz w jakim kierunku oddział Zapory oddalił się po wiecu i przemówieniu. Cytuję:

Oddział udał się w kierunku Wysokiego.

Ojciec Grzegorza W. zapragnął mieć syna w zbrodniczej formacji UB. W Lublinie. Grzegorz był przystojnym kawalerem ukończył szkołę w Bychawie do której chodził razem z moją cioteczną siostrą Jasią Urbianką – córką mojej cioci Juli Urba i Juliana. Grzegorz po przyjęciu do UB. w Lublinie, pamiętam kilka razy przyjeżdżał Willysem samochodem USA terenowo osobowym z bronią krótką i mundurze oficerskim. Było mu w tym mundurze ładnie był eleganckim oficerem UB. Do rodziców w Bychawie, którzy mieszkali w piętrowym potężnym budynku obok mleczarni w Bychawie.

Po pewnym czasie Grzegorz zaczął zalecać się do Jasi Urbianki. Romansując przeważnie na ławce przed domem rodzinnym cioci, Mietka, Stasia Urbów. Ojciec Julian już nie żył był stolarzem umarł przedwcześnie młodo na płuca. Z rodziną państwa Urbów mieszkaliśmy po sąsiedzku przez miedzę i przed naszym domem wtedy też była ławka z desek drewnianych. Przyglądaliśmy się z podziwem na zakochaną parę jak z bajki.

Jasia Urbianka była piękna chodziła do liceum w Bychawie tak jak pamiętam przesiadywali na ławeczce kilka razy. Początkowo byli weseli i bardzo rozmowni – później Grzegorz był smutny jak po pogrzebie i małomówny. Nadal jako oficer przyjeżdżał służbowym Willysem ale już bez broni krótkiej lecz z karabinem. Żona pana Romana W. była bardzo dobrą krawcową obszywała naszą rodzinę. Naprawiała dziury na dziurze spodnie, szyła ubranka mnie piszącemu, siostrze Milce mamie i ojcu. Dziura na dziurze takie po wojnie były liche cajgi, kretony, materiały włókiennicze. Mojej mamie płacząc zwierzała się z bólem, że Grzegorz kilkakrotnie prosił ojca Romana o wyciągnięcie go z tego bagna katów i morderców podziemia niepodległościowego szczególnie – Grzegorz podobno był oficerem śledczym, który był zmuszany przez swoich mocodawców do okrutnych metod śledztwa bicia, zrywania paznokci męczenia światłem w oczy i innych metod pod kierunkiem i rozkazami sowietów, którzy to drudzy okupanci bez skrupułów stosowali. Ojciec bojąc się stracić posady i władzy w Bychawie nie chciał słyszeć o wydostaniu syna z rąk systemu katowniczo – zbrodniczej UB.

Grzegorz oficer UB. Nie znosząc katowania i tych okrutnych metod śledztwa pamiętam ostatni raz przyjechał do domu z karabinem. Willys stał za domem wszedł do mieszkania na pierwszym piętrze zamknął się w pokoju na klucz. Przywiązał do cyngla języka spustowego sznurek, przystawił sobie lufę karabinu do serca, kolbę karabinu oparł o klamkę drzwi pociągnął za sznurek. Padł strzał, było to około południa. Ja osobiście zabitego Grzegorza nie widziałem ale sąsiedzi mówili, że widzieli jak leżał martwy we krwi. Wlot pocisku na koszuli mały otwór po kuli a z tyłu na plecach miał wyrwany kawałek ciała.

Zjechało się niedługo kilka samochodów ubowców. Dom obstawili szczelnie nikogo do środka domu nie wpuszczając – przywieźli trumnę, którą z ciałem zabitego Grzegorza spuszczano po linach z balkonu od strony ulicy na ziemię. Tłumy ludzi żegnały zabitego – samobójcę oficera UB Grzegorza w ostatniej drodze na stary cmentarz w Bychawie. Grzegorz uwolnił się od katów. Raz na zawsze.

Mógł żyć jak człowiek prawy uczciwy a nieustępliwość ideowość i zaślepienie ojca komunisty doprowadziła go do tragedii targnięcia się na życie w kwiecie wieku.

Edward Styżej. Ciąg dalszy wspomnień z Bychawy nastąpi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *