wspomnienia

Rok 1959 udana akcja

Rok 1959 udana akcja Henryka żmindy rozbrojenia 4-ch milicjantów w Jabłonnie k/ Bychawy.

Będąc w wojsku jesienią 1959 r. Przyjechałem na urlop do rodziców w Bychawie. W mieście spotkałem mojego szkolnego kolegę Stasia Karasia, który już powrócił po odbytej służbie w WSW Warszawie na oczki do Bychawy. Ja jeszcze miałem jeden rok do zakończenia służby wojskowej. W toku przyjacielskiej rozmowy Stasio poinformował mnie o niezwykle śmiałym wyczynie jakiego dokonał Henryk Żminda mieszkaniec Bychawy, którego znałem bo był ranny przez Niemców w czasie łapanki w Bychawie w 1944 r.

Henia pamiętam też z różnych spotkań towarzyskich. Stanisław Karaś opowiada jak to było z tym rozbrojeniem funkcjonariuszy MO w Jabłonnej. – Henio Żminda zaprzągł konia do wozu żeleźniaka i wozem tym pojechał do Jabłonnej na posterunek MO. Po wejściu do posterunku zastał 4-ch milicjantów, którzy spali w jednym pomieszczeniu. Wyciągnął z kabury śpiącemu pistolet i głośnym głosem krzyknął ręce do góry bo strzelam. Padnij na podłogę. Związał im ręce i nogi sznurami, zamknął ich w tym pomieszczeniu na klucz i po otwarciu magazynu broni. Załadował kilka sztuk broni i amunicji na furmankę odjechał prawdopodobnie polną najkrótszą drogą do Bychawy. Do nikogo nie strzelając rozbroił posterunek MO w Jabłonnej.

Zapytałem Stasia Karasia. – Co było dalej? – Henio Żminda siedzi w więzieniu za ten zuchwały wyczyn.

Różnie mówili o tym rozbrojeniu ludzie w Bychawie, że część milicjantów spała po mocno zakrapianej libacji, że miał do pomocy kompana z Jabłonnej, że załadowaną broń na furmance zawiózł pod komendę w Lublinie i w ten sposób udowodnił bezsilność milicji. Jedno tylko się potwierdziło rozbrojenie posterunku oraz to, że długo nie siedział w więzieniu. Podobno milicjantów zwolniono ze służby w MO.

Edward Styżej. Ciąg dalszy nastąpi.

Napisz swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *