Położenie i historia frontowego lotniska polowego Armii Czerwonej w Zaraszowie, Kolonii Zaraszów, Holwegówce i lesie Dulniaka. Lotnisko istniało w okresie od końca sierpnia 1944 r. do połowy stycznia 1945 r.

Historia frontowego lotniska polowego

Widok na Zaraszów. (lotnisko przy lesie po prawej)

Po niepowodzeniach uchwycenia przyczółków na zachodnim brzegu Wisły w rejonach Annopola, Kazimierza , Puław, i Dęblina okopany i umocniony front niemiecki stanął na Wiśle. Prawie na pół roku. Postanowiono budowę lotnisk polowych przyfrontowych w lasach Kolonii Zaraszów. Od lasu Dulniaka do teraz istniejących zabudowań Dulniaka Stefana do końca wzniesienia lasu Zagajnika przed wsią Marynki. Lotnisko było na polach zachodniej ścianie lasu Zagajnika. Kierunek Hektary, zaczynało się na wzniesieniu. Rozbieg z góry ułatwiał startowanie samolotów myśliwsko – bombowych po specjalnie połączonych ze sobą kratach amerykańskich. Kratownica zapewniała obciążonym bombami samolotom niezawodny start, a także i powrotne lądowanie po atakach na rejony umocnione i okopane na zachodnim brzegu Wisły.

Historia frontowego lotniska polowego

Taki widok odkrywał się po starcie. Po lewej las Woliński, na wprost Marynki a po prawej Wola Gałęzowska, dalej Józwów. Nieco dalej Stara Wieś a jeszcze dalej widać Baraki, Batorz.

Pamiętam,

że najpierw wycięto około tysiąca drzew w większości sosnowych. Przeznaczono je na budowę ziemianek, które to przez kilka miesięcy służyły dla żołnierzy eskadry lotniczo – bombowej. Można było zmniejszyć ilość wyciętych drzew wycinając drzewa sosen i grabów przy pniu a więc – przy ziemi. Nie uczyniono tego. Po rosyjsku z pośpiechem drzewa ścinano piłami na stojąco. Ścieli niemal całkowicie cały las Dulniaka – Ojca Stefana. Pozostała tylko większa kępa osłonowa na końcu lasu. Ścięty las wyglądał jak straszydło. Ścięte na wysokości około 1.5 metra kikuty bardzo żałośnie wyglądały i stały jeszcze długo po wojnie. Bywaliśmy często w tym lesie zbierając łuski mosiężne z wystrzelonych działek samolotowych i pełne naboje działek przeciw lotniczych t.z. zenitówek. Na niektórych pociskach były namalowane kolorowe okrągłe paski. Czerwone – zapalające i niebieskie rozrywające. Były też mniejsze łuski i naboje od większego kalibru KMów karabinów maszynowych. Opasani taśmami i nabojami oraz łuskami wracaliśmy grupami ze znalezioną zdobyczą do rodzinnej Bychawy. Niektóre te trofea trzymam do dziś i wspominam nasze wyprawy na lotnisko i do lasu Zagajnika w Kolonii Zaraszów. Tych wojennych militariów wszędzie było pełno w obu lasach.

Autor zdjęcia: Edward Styżej.

Autor zdjęcia: Edward Styżej.

Samoloty

stacjonującej eskadry myśliwsko-bombowej miały schronienie w wyciętych wyłomach lasu co kilkanaście metrów. Gotowe do startu w dzień i w nocy podrywano załogi latające i personel obsługujący lotnisko na nogi. Po usunięciu maskowania gałęziami drzew liściastych z tych wyłomów – wykrotów samoloty kołowały na wzniesienie i z głośnym warkotem na pełnym gazie po kratownicach wznosiły się do góry lecąc nisko nad dachami wsi Marynki. Ja sam startów i lądowań nie widziałem z bliska. Ale niemal codziennie obciążone bombami samoloty oglądał mój znajomy – gospodarz, rolnik wsi Marynki Pan Konefał.

Była bardzo liczna obsługa lotniska

– którzy kwaterowali w kilkunastu szczelnie oszalowanych z okrąglaków ziemiankach ze ściętych drzew. Ściany, sufity, wejścia do ziemianek uszczelnione dachy obsypane ziemią. Budowano je w wykopanych uprzednio dużych dołach. Powierzchnia w ziemiance mieściła kilkunastu żołnierzy radzieckich. Była śnieżna i mroźna zima. Tam spali jedli posiłki z kuchni polowych. W ziemiankach mieszkali żołnierze szeregowi i podoficerowie, natomiast niemalże całą Holwegówkę zajęli oficerowie. A u bogatszych gospodarzy kwaterowali wyżsi oficerowie i Dowódca Eskadry Lotniczo Szturmowej samolotów IŁ. Nazwa od konstruktora Iljuszyna. Oficerowie i żołnierze otrzymywali bardzo smaczne konserwy amerykańskie. W kolorowych elektrolitycznie złoconych puszkach litrowych z napisem Made in. USA. Suchary, cukier razem z kawą w kostkach, papierosy amerykańskie zapachowe. Samochody Studebakery i jeszcze inny sprzęt wojenny.

Kwaterujący

u mojego Dziadka Andrzeja Styżeja wyżsi rangą oficerowie dzielili się tymi przydziałami z domownikami. Dziadek kilkakrotnie przywoził do córki Marii Słowikowskiej w Bychawie i mojego Taty te konserwy – palce lizać. Smaku takiego już nigdy w swoim życiu nie doznałem. Była bieda w czasie wojny i po wojnie. Ludzie nawzajem sobie pomagali, pożyczali chleb – który wypiekano w domowych piecach chlebowych – mieszczących 12 dużych bochenków. A jeszcze na skrawkach wolnego miejsca w piecu pieczono tak zwane podpłomyki. Dziadek bogaty ziemianin, za konserwy odwzajemniał się miodem ze swojej pasieki , kartoszką, miasem, i sałem. Sało – wędzoną słoniną grubości dłoni ręki. Sałem zakąszali wypity bimber, który był pędzony w małym lasku dziadka za dworskim sadem a zabudowaniami mojego stryjka Edwarda Styżeja. (Od red. kartoszka – kartofel, ziemniak; miaso – mięso)

Bimber wlewano do dużych trzech gąsiorów ustawionych na szafie ubraniowej. Jako 7 letni chłopiec próbowałem spadających kropel z rurki bimbru z instalacji parnikowej. Bimber pędzono z żyta , ziemniaków, buraków cukrowych. Rozczyn był w drewnianych wyparzonych baliach w których się kąpano na niedzielę, nieckach, szaflikach do gotowania kartofli, dzieżach wykonanych z klepek dębowych opasanych obręczami metalowymi – bednarkami.

Oficerowie

nie pili bimbru kieliszkami tylko sztakanami – kubek litrowy z amerykańskiej konserwy z donitowaną z boku rączką do trzymania w ręce. Kubki te były jak czarki a kolorowa blacha amerykańska nierdzewna była podziwiana przez oficerów pilotów. Pijąc nieraz mawiali:  „Oj Dziaduszka ty kakoj w Carskoje Sieło ty Burżuj i Panok Charoszyj. Pijom za Twoje zdarowie”. Byli dobrymi ludźmi z inteligencji rosyjskiej – ale kultury nie mieli za grosz. Wyrznęli kwadratowy otwór w drzwiach piwnicy – kuchnia i pokój u stryjka Stefana Styżeja była razem w jednym pomieszczeniu i przez ten otwór w drzwiach piwnicy załatwiali w zimie potrzeby fizjologiczne. Fetor śmierdzący im nie przeszkadzał, odkażali się bimbrem słuchając radia kryształkowego na słuchawki. Lub kładąc radyjko w popielnicy kryształowej pamiętającej dziedzica Dworu Kowerskiego Filii w Zaraszowie. Anteny dziadek miał na wysokich drzewach i świerkach zawieszonych u Szczepana Zdunka. Drzewa – specjalnie wysoko podcinane gałęzie świerkowe wysokości kilkunastu metrów – strach było patrzeć w górę a co dopiero tam wejść założyć porcelanowe izolatorki i zamocować je z linkami plecionki miedzianej. Głęboko zakopane było uziemienie z blachy cynkowej co było niezbędne do działania radia a i poniekąd chroniło przed spaleniem domu od pioruna.

Zdjęcia i cdn…


5 komentarzy

Janusz Kulik · 4 października 2017 o 15:58

Super wspomnienia Edziu!!!
Pamiętam owe kratownice z polowych lotnisk,były w naszym gospodarstwie (i nie tylko) używane do robienia zagród w chlewni.(lata 50-60-te XX w,)

    Jerzy Jelcow · 4 października 2017 o 18:47

    Popieram. Super. A najciekawsze wzmianki których nie znajdziemy w książkach.

Edward Styżej. · 4 października 2017 o 19:55

Witam Janusza – moje są tylko wspomnienia a Jurek Jelcow to naczelny redaktor i pomysłodawca reżyser i historyk i jaką on historyczną i dokumentalną pracę wykonuje to ty dobrze wiesz i oceni go historia i ludzie Zaraszowa i okolić – obaj chcemy i dążymy by wydarzenia historyczne i fakty ocalić od zapomnienia – bardzo pragnąłbym spotkać jakiegoś starszego Pana od siebie i skonfrontować wszystkie wydarzenia i fakty. Miałbym doping do dalszego działania. Serdecznie dziękuję obu Panom za ciepłe słowa i za wielką mrówczą pracę nad dziejami Zaraszowa gdzie jak już wcześniej pisałem spędziłam dzieciństwo bo gdzie miałem się udać po spaleniu Bychawy – u mojego taty spłonęła stodoła i około 37 domów stodół obór i innych budynków., a bieda była i trzeba było iść z uporem i nie poddawać się a w Zaraszowie u Dziadka czułem się jak dziedzic na prywatnym folwarku.

Krzysztof · 9 października 2017 o 20:42

Wyrazy wdzięczności i szacunku dla P. Edwarda Styżeja za piękne dzielenie się swoimi wspomnieniami, fotografiami i pamięcią o historii naszej wsi i okolic.
Marzy mi się aby inni też zaczęli się dzielić. Bo to, że mają czym to niewątpliwe. Myślę zarówno o przeżyciach jak i o fotografiach. Kilka lat temu próbowaliśmy zachęcić do wspomnień i kilka powstało, ale to niewiele. Może teraz coś drgnie…
u nas:
http://zaraszow.pl/Thread-NASI-DZIADKOWIE-I-BABCIE
http://zaraszow.pl/Thread-NASI-DZIADKOWIE-I-BABCIE-CZ-2

    EDWARD STYŻEJ. · 9 października 2017 o 23:51

    WITAM SERDECZNIE – JEST MI NIEZMIERNIE MIŁO CZYTAĆ I MIEĆ W SERCU TE SŁOWA , KTÓRE ZACHĘCAJĄ DO POKAZYWANIA FAKTÓW HISTORII UKOCHANEGO OD DZIECIŃSTWA ZARASZOWA – TAK JAK POWIEDZIAŁ KIEDYŚ ŚWIĘTY JAN PAWEL II. TU W WADOWICACH WSZYSTKO ŚIĘ ZACZEŁO W MOJEJ MŁODOŚCI TAK I JA SWOJE DZIECIŃSTWO W OKRESIE OKUPACJI HITLEROWSKIEJ SPĘDZIŁEM W PROGACH KOCHANEGO DZIADKA ANDRZEJA STYŻEJA I BABCI KATARZYNY STRYJKÓW STEFANA, HENRYKA, EDWARDA ORAZ GOŚCINNEJ CIOCI MARII SŁOWIKOWSKIEJ, KTÓRA CHCĄC UCHRONIĆ SWOJE ŻYCIE RATOWAŁA ŚIĘ UCIECZKĄ Z BYCHAWY NA PRZEŁAJ POLAMI NIESKOSZONYCH JESZCZE ZBÓŻ WYCOFUJĄCEGO ŚIĘ FRONTU NIEMCÓW, KTÓRZY STRZELALI DO CYWILÓW Z ARMAT CZOŁGOWYCH CIĘŻKO RANNA W BIODRO ODŁAMKIEM POCISKU CZOŁGOWEGO DOSTAŁA ŚIĘ DO SZPITALA BOŻEGO JANA W LUBLINIE GDZIE PRZEŻYŁA GROZĘ BOMBARDOWANIA LUBLINA PRZEZ NIEMIECKIE SAMOLOTY Z LOTNISK ZA WISŁĄ W SZPITALU DRŻAŁY I WYLATYWAŁY SZYBY ZOSTAWIAJĄC MĘŻA JÓZEFA SŁOWIKOWSKIEGO W BYCHAWIE COŚ CIĄGNEŁO JĄ – DO BEZPIECZNEGO JESZCZE ZARASZOWA W SKWARZE I BŁOCIE PO PADAJĄCYM W NOCY DESZCZU 25.07. 1944r. GDZIE PRZY SKRAJU LASU NIEMCY PORZUCILI CIĘŻAROWY SAMOCHÓD , KTÓRY UGRZĄZŁ W BŁOCIE A NA SAMYM DOLE PRZED LASEM PORZUCILI WOJSKOWĄ DRUKARNIĘ I TYSIĄCE OŁOWIANYCH TRZCZCIONEK , KTÓRYMI WYPEŁNILIŚMY SOBIE PEŁNE KIESZENIE A MÓJ TATA BRONISŁAW ZABRAŁ OBUDOWĘ DUŻEGO GENERATORA, KTÓRA SŁUŻYŁA JAKO BALAST SIECZKARNI NAJPIERW NA KORBĘ PRZY DUŻYM KOLE A PÓZNIEJ NAPĘDZANEJ JUŻ ŚILNIKIEM ELEKTRYCZNYM I PASA TRANSMISYJNEGO OD ŚILNIKA NA OBWÓD WIELKIEGO KOŁA. C.DN. EWAKUACJA SPRZĘTU ZBROJENIOWO – WOJENNEGO I BOMB LOTNICZYCH – KRAT Z POLA STARTOWEGO Z KOL. ZARASZÓW W PIEROD NA ZACHÓD BIĆ GIERMAŃCA.

Skomentuj Krzysztof Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *