Narodowe Siły Zbrojne i Armia Krajowa w czasie okupacji hitlerowskiej zaopatrywały się głównie w dworach – majątkach ziemskich. W żywność, konie, uprząż, tabor i inne niezbędne wyposażenie dla partyzantów niepodległościowych.
Dziedzice i właściciele ziemscy poczuwali się do obowiązku i udzielali pomocy niezbędnej partyzantom. Dwory były ostoją i główną bazą zaopatrzeniową AK, BCh, NSZ. Inaczej było z partyzantką lewicową AL, GL te oddziały były niemile widziane we dworach ponieważ były na usługach obcego przyszłego okupanta – sowietów.
Cień nie mając przychylnego oparcia we dworach zdobywał silą żywność i zaopatrzenie okrutnym biciem dziedziców, zarządców, właścicieli ziemskich a nawet sięgał niejednokrotnie do mordów. Tak było przed Józwowem w Osmolicach. Nawet nie krył przynależności oddziału podając się za oddział Armii Ludowej. Partyzanci watażki zbrodniczego oddziału Cienia bestialsko najpierw pobili hrabiego Juliusza Stadnickiego i następnie skierowali w niego lufę broni. Zobaczył to stojący obok lokaj Podbilski natychmiast, chcąc zapobiec zabójstwa swojego kochanego dziedzica – pracodawcy, powszechnie lubianego człowieka dobrego serca dla niego i fornali pracujących we dworze – swoim ciałem zasłonił hrabiego. Padł strzał żołnierza mordercy z AL. Kto strzelał tego nie wiadomo, ale wiadomo, że był to oddział AL Cienia – Bolesława Kazmiraka rodem z Zakrzówka. Lokaj został ciężko ranny i zmarł kilkanaście dni później. Po tej zbrodni hrabia Juliusz Stadnicki ciężko zachorował. Nie mogąc dojść do siebie po tym napadzie na dwór w Osmolicach zmarł 8.12.1943 r.
Po obrabowaniu dworu i zabraniu żywności oddział AL Cienia odjechał z łupem w kierunku z Zakrzówka. Rozładował skradzione we dworze rzeczy – jego dom rodzinny – byłem tam kiedyś u swojej koleżanki rodem z Majdanu Starowiejskiego – Danuty Janik – Kloc i miałem okazję zobaczyć dom watażki Cienia.
Nadzwyczaj tak dobrego i szlachetnego człowieka hrabiego Juliusza Stadnickiego żegnały liczne rzesze wiernych. Tak kochali fornale – pospólstwo i ziemianie. Żegnały zdążających w orszaku pogrzebowym na cmentarz w Bychawce. Spoczął obok żony zmarłej w 1939 roku w kaplicy rodowej cmentarza w Bychawce. Był ostatnim dziedzicem na włościach osmolickich. Był wielkim człowiekiem, kochał swoich ludzi dworu, nie żałował pieniędzy na cele społeczne, bardzo popierał oświatę i szkolnictwo. Wzorowy gospodarz godny do naśladowania. Wielce postępowy działacz. Na dobro kochanych przez siebie ludzi nigdy nie szczędził grosza. Największym dowodem było nadstawienie piersi przez lokaja Podbilskiego na bandyckie kule komunistycznego żołdaka z AL Dobro dziedzica i okrutne bestialskie zło – zbrodniczego oddziału AL Cienia.
Edward Styżej.
1 komentarz
do dodania w texście wspomnień. · 28 lutego 2019 o 10:46
Witam ponownie możesz dodać , że Urząd Bezpieczeństwa w Lublinie przeczuwając , że Grzegorz jest załamany smutny , żeby zapobiec tragedii samobójstwa zabrał jemu broń krótką pistolet – i zezwolił na wyjazd z karabinem z , którego trudniej jest się zastrzelić tak napewno było a istniało jeszcze wtedy podziemie poakowskie i bez broni ubowcy nie wyjezdrzali w teren lub w odwiedziny do domów rodzinnych. Pozdrawiam Edward Styżej.