Wspomnienia o Zaraszowie zacznę od zdjęcia, na którym rozpoznałem mojego Tatę Bronisława Styżeja urodzonego w 1909 r. Drugi w jasnym garniturze z lewej strony siedzi między dwoma Paniami, natomiast z prawej strony Czesław Baran kuzyn mojego Ojca i najlepszy kolega późniejszy żołnierz i jeniec Stalagu 2 B Hamersztejn o rok młodszy od mojego Ojca z 1910 r. Obaj byli w tym czasie kawalerami Mój Tatuś ożenił się w roku 1934 z Kazimierą Dudkiewiczówną z Bychawy i opuścił rodzinny dom w Zaraszowie.
A co do zdjęć
z forum Zaraszowa w wątku „Zdjęcia sprzed lat„ – Ustaliłem już na 100% że na zdjęciu – pielgrzymka do Częstochowy nie ma mojej siostry z Bychawy identyczne zdjęcie z ks Bieńkowskim ma moja siostra Milka Styżej – Kwiatkowska ale jest ono z 1952 r. i też na tle Jasnej Góry i jest tam Zdunkowa żona.
Wtedy w 1947 r. lub 1948 r. był ten groźny wypadek. W tym wypadku zginęła Mariana Zduna żona. Na pielgrzymkę jechali autobusem lubelskiej prywatnej firmy Władysław Wąchocki i spółka. Stan techniczny takiego autobusu, to nie nasze czasy a i fatalne drogi, na dodatek przy tych drogach wraki czołgów, tankietek – samochodów pancernych nie usuwanych z powodu braku sprzętu potrzebnego do usuwania rozbitych czołgów.
W Piotrkowie koło Bychawy przy wylocie szosy z Wierciszowa w roku 1952 ze szkoły w Bychawie jechaliśmy w rajdzie rowerowym i na własne oczy widziałem zniszczony czołg sowiecki na skraju szosy w rowie przydrożnym. Jest zdjęcie śp. Zdunka żołnierza. Czyżby fatum było jeszcze?

Zdjęcie z Głosu Ziemi Bychawskiej nr. 6 z września 2017 r.
Zdunek Szczepan (z żoną Genowefą mieli czworo dzieci, z dzieci przeżyła tylko Barbara) upośledzony stary kawaler – baliśmy się jego chodząc z siostrą Emilią na jabłka do sadu – syn starego Zduna – Zdunk,a bo tak jako starszego wiekiem zwano. Groźnie wyglądał – potężny chłop ziemianin, mówili że jak budował dom drewniany to dębową przycieś sam zakładał na podmurówkę – siłacz.
W Zaraszowie
mieszkała też piękna i bogata Krysia Zdunkówna córka Zdunka Jana, oj miała powodzenie u kawalerów. Przy drodze Holwegówki mieszkał Latos, też miał śliczną córkę, która zaprosiła mnie wtedy – a byłem kawalerem – na przyjęcie brata który przyjął pierwszą komunię świętą. Też nasza rodzina, bo Aleksander Latos był ożeniony z Zofią Zdunkówna, dzieci: Wanda, Maria, Teresa. Nie wiem z jakich przyczyn chyba rodzinnych przeniósł się do Zamościa. Byłem i tam u niego i rodziny. Mieszkali w bloku naprzeciw cmentarza – osiedle Róży Luksemburg. Kiedyś za powiatu – Bychawa w roku 1956 awansowała na miasto powiatowe, byłem w Zaraszowie na dożynkach powiatowych i pamiętam jak śpiewała Kazia Hajdukówna piosenkę obrzędową w stroju ludowym Zaraszowskim, która zaczynała się tak: Panie starosto prosimy Pana o to żeby przez nasz Zaraszów można było jeździć szosą. Starostą był wysokiej rangi urzędnik powiatu – przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej i szosa się ziściła asfaltowa.
To były czasy, ludzie się kochali, bawili. Na zabawach ludowych była orkiestra dęta pana Goduli w której grali przedwojenni bardzo utalentowani mistrzowie muzyki – którzy wywodzili się w większości z wojska. Służyli na kresach wschodnich – Kowel, Sarny, Równe , Łuck i na Białorusi – Lida Korba Andrzej, Styżej Edward – nie ja piszący te słowa, a taty mojego brat rodzony służył na Polesiu – grał na organkach – a jak śpiewał „Polesia czar to dzikie knieje moczary” – to był Zaraszowski drugi Kiepura. A jego żona Janina z Prusiów z Kolonii Zaraszów – Marta Egert.
Zabawy Zaraszowskie
to kopalnia nieznanych przyśpiewek, pieśni ludowych i ich twórców spod kądzieli, piórni, i niekiedy tragedii.
Pamiętam jak orkiestra dęta musiała odpocząć, spożyć posiłek to natychmiast prim prowadzili Hajdukowie – Kazik, Janek, Kazia i pozostali których już nie pamiętam, bo w grudniu tego roku zacznę już 80 – tkę. Echo śpiewu rodziny Hajduków niosło od Alei Kasztanowej do lasu obok Bochniaka – kiedyś nazywany lasem Kosarzewskim. Silne głosy i piękne melodyjne pieśni twórców spod strzechy wiejskiej chaty – doli i niedoli , ludzi biednych i bogatych, którym za wyrządzone krzywdy jest zamknięta droga do nieba .
Pamiętam woźnice mleka Dulbasa. Rano podjeżdżał pod mieszkania Zaraszowskich gospodarzy zabierał bańki z mlekiem. Wypiwszy strzemiennego jechał z głośnymi przyśpiewkami 5 kilometrów do samej mleczarni w Bychawie. Po dostarczeniu mleka wiązał konia naprzeciw naszego domu pod topolą targowicy. Kupował u Siudy w restauracji pół litra czystej z czerwoną lub niebieską kartką i pęto wiejskiej kiełbasy i popijając z gwinta wracał do Zaraszowa ze śpiewem. A i niejednokrotnie zasypiając z lejcami w rękach. Koń i wóz z pustymi bańkami nie zboczył z drogi, tylko trafiał na podwórko. Wieloletni woźnica mleka miał swoje pseudo – „Bańka” czy podobnie, jak się mylę, to proszę o podanie prawidłowego przydomku.
ORMO i UB
ORMO (Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej) UB (Urząd Bezpieczeństwa)
Postępowali podobnie jak gestapo. Znajomej, podejrzanej o handel dewizami pod czas przeszukania zerwali nawet podłogi. I za ww handel spędziła jakiś czas w więzieniu. Broni używali dowolnie, strzelali nawet w kierunku dzieci.
Kogo jeszcze pamiętam.
Stryjenka Edkowa z Prusiów (mieszkali za Datą). Rodzinę Hajduków – Kazimiera (pięknie śpiewała), Janina, Jan, Tadeusz, Józef.
Ojca rodzina – Baran Czesław, Śliz, Płaszczewski.
Rodzina Kusych – Henryka, dzieci: Mariusz, Krzysztof, Marzena.
Józef Styżej był kierownikiem masarni w Bychawie. Żonaty z Dulbasówną Janina z Kosarzewa Górnego.
Pamiętam, że na święta była słoma i snopek w kącie. Dzieci słomę tak zdeptali, że powstawała sieczka.
Prócz studni dworskiej dziadek miał jeszcze jedną w której było chłodzone mleko i wracając z zabaw nad ranem często piliśmy mleko, śmietanę.
Styżej Bolesław w Kowlu pochowany. Osobiście zastanawiałem się – czemu tak bogaty ziemianin nie sprowadził ciała. A była to zima stulecia 1928/29. – Wyruszył w tą ciężką podróż. Ale sprowadzenie ciała było niemożliwe – stanęły pociągi, szyny pękały i musiał wrócić.
Obora – była mleczarnią dworską ( stoi do dziś dzień).
Józef Zdunek dorobił się w „Stanach” kupił ok 30 morg majątku.
Dziadek miał 40 morg majątku.
Stryjek Edward Styżej dzieci: Andzia, Maria, Kazimiera, Jan, Zygmunt i Jerzy.
Stryjek Henryk żona Antonina z domu Furgałów dzieci: Ryszard, Andrzej…
Dziadek miał pasiekę 30 pni. Po nim pasiekę przejął stryj Edward. Nie miał nogi, proteza zawsze bardzo ocierał, mimo to miód woził aż do Warszawy.
1944 rok.
Niemcy wycofywały się za Wisłę w lipcu 1944 r. w Zaraszowie zatrzymało się ok stu czołgów. Wysłali zwiad do Bychawy dwa czołgi i tankietkę. Partyzanci AK rzucili granat i inne ładunki ze skarpy przy kościele. Granat wybuchł, reszta nie. W odwecie niemcy a kolumna była już rozciągnięta do Kobylego Dołu, otworzyli ocień. Spalili ok 44 zabudowań w Bychawie. Między innymi spaliła się stodoła ojca i sąsiadów. Ukrywaliśmy się w malinach, było po deszczu ale okropnie duszno.
2 komentarze
Jagienka · 3 października 2017 o 17:52
Na zdjęciu po lewej stronie Czesława Barana siedzi Helena Marcówna, jego późniejsza żona…
Anna Pawlas · 7 października 2017 o 08:55
Bardzo się cieszę,że mogę na Stronie Zaraszowa poczytać o historii Naszej miejscowości i okolic.Jako dziecko,te same opowieści słyszałam od moich rodziców,sąsiadów.Dużo opowiadali o wojnie i czasach po,Państwo Zdunkowie(Maria i Wiktor).Najbardziej jednak lubiłam chodzić do Pani Janiny Styżej (z domu Pruś),która godzinami potrafiła snuć piękne i barwne opowieści.Dziś czytając Państwa wspomnienia, na nowo w mojej głowie rodzą się obrazy i myśli z dzieciństwa,za co serdecznie dziękuję!