Było sobie dwóch księży zakonnych
Marcin Luter i Ignacy z Loyoli.
Obydwaj żyli w tym samym mniej więcej czasie, czyli w I połowie XVI wieku. Obydwaj widzieli potrzebę reformy Kościoła, ale jakże różne drogi wybrali…
W roku 1517 pragnący reformy Kościoła Luter przybija swych 95 tez na drzwiach kościoła w Wittenberdze. Ma podobno dobre intencje, a ponadto sporo racji oburzając się handlowaniem odpustami. Bardzo szybko jednak konfliktuje się z Rzymem, a w dodatku zostaje wykorzystany w grze politycznej. W 1520 roku pali publicznie bullę papieską. W konsekwencji, w roku 1521, zostaje ekskomunikowany.
Reformacja zapoczątkowana przez Lutra przyniosła kolejne podziały, wiele krwi się polało. I mamy setki różnych protestanckich wspólnot kościelnych. Niektóre z nich zatraciły w dużej mierze chrześcijańską tożsamość.
Cztery miesiące po ogłoszeniu ekskomuniki Lutra, Ignacy z Loyoli zostaje ranny, od czego zaczyna się jego proces nawrócenia. Ta droga prowadzi go do Rzymu, gdzie wraz z pierwszymi towarzyszami, których wcześniej pozyskał dla Jezusa, zakłada w 1540 roku zakon Towarzystwa Jezusa, zwany popularnie jezuitami.
Synowie Ignacego zakładali kolegia, szkoły, które stały się podstawą odnowy nie tylko Kościoła, ale także ówczesnych społeczeństw. Dali nowy impuls ewangelizacyjny.
Ignacy wiedział, że papieże jego czasów nie odznaczali się cnotliwym życiem. A jednak chciał, aby jezuici składali specjalny czwarty ślub posłuszeństwa papieżowi. Nie ma bowiem żadnej prawdziwej reformy Kościoła wbrew Biskupowi Rzymu.
Jest świętym Kościoła Katolickiego.
Było sobie dwóch ministrantów
Rajmund urodził się w 1894 r. w zaborze rosyjskim. Rudolf – w 1900 r. w II Rzeszy Niemieckiej. Ich rodziny były katolickie. Nic dziwnego, że obaj chłopcy zostali ministrantami. Kiedy Rajmund ukończył 13 lat, rozpoczął naukę w małym seminarium franciszkanów we Lwowie. Ojciec Rudolfa chciał, aby syn został kapłanem. Zabierał go na pielgrzymki do Einsiedel i Lourdes.
Ukończywszy 16 lat, Rajmund rozpoczął nowicjat w zakonie franciszkanów, przyjmując imię Maksymilian. W tym samym wieku Rudolf poszedł inną drogą. Wstąpił do wojska i wziął udział w wielu bitwach I wojny światowej. Został odznaczony za odwagę.
Spotkali się w Auschwitz ale w rożnych rolach; Rajmund był więźniem, Rudolf komendantem obozu.
Długość życia obu była podobna. Obaj zginęli śmiercią nienaturalną i ponurą. Otrzymali wyroki śmierci, które wykonano na terenie obozu Auschwitz, a ich ciała spalono. Jakże jednak różna jest wymowa tych zgonów!
O. Kolbe przyjął na siebie niesprawiedliwy wyrok, by uratować życie bliźniego. Jest świętym Kościoła Katolickiego. Rudolf Hoess jest jednym z największych zbrodniarzy w historii.
Są dwie drogi
„…ujrzałam dwie drogi: jedna droga szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki, i różnych przyjemności. Ludzie szli tą drogą, tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegając, że to już koniec. Na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść; jak szły, tak i wpadały. A była ich tak wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli mieli łzy w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A na końcu drogi był wspaniały ogród, przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach” (św S. Faustyna Dz. 153).
A jaką drogą ja idę?
http://prasa.wiara.pl/doc/2146546.Bylo-sobie-dwoch-ministrantow
0 komentarzy