Niedźwiedzica nie zaraszowska. A co do zaraszowskiej, na forum:
Z pamiętników Kajetana Koźmiana.
W dzieciństwie mojem słyszałem powieść o świeżem wy-
darzeniu we wsi Zaraszowie do Gałęzowa należącćj, w któ-
rśj lesie nad gościńcem idącym z Bychawy do Turobina,
niedźwiedzica z dwoma piastunami , leżąca pod wykrotem,
obudzona bliskim strzałem do dzięcioła przez gajowego,
wyskoczywszy zamordowała go. Zaledwie na jęk jego
jadący z furami włościanie zdołali go z pazurów jćj wy-
drzeć, czaszkę mu zdarła, pogryzła, i w kilka godzin umarł.
Zabił ją potem Florian Kiełczewski.
…Za młodości mojćj w wielu miejscach, gdzie teraz wsie
i pola, stały zamierzchłe lasy ; niedźwiedzie a nawet rysie
od Karpat przez ogromne puszcze ordynacyi zamojskićj,
rozchodziły się po lasach wioskowych właścicieli, i nawet
się w nich lęgły. W wielu miejscach można było widzieć
przykutego do słupa żywego i żywionego niedźwiedzia,
z którym się chłopięta drażniły ; a ledwie nie w każdym
domu leżała przed łóżkiem ogromna, czarna skóra nie-
dźwiedzia, zabitego przez właściciela lub jego myśliwych…
100 lat Później:
Zbliża się niebawem kres mojego długiego życia, pragnę więc, póki umysł mój jest jeszcze dość sprawny, a pamięć nie całkiem zawodzi, opisać fragmenty mojego dość ciekawego i barwnego życia” – tak elegancko rozpoczyna wspomnienia starszy pan.
A potem ładną polszczyzną doprawioną niegdysiejszym smakiem anegdoty toczymy się bryczką po wiejskich gościńcach z Zaraszowa do Gałęzowa pod Bychawą, wśród pisków dzieci, poszczekiwania psa Nerona i rżenia siwych kuców – do babki Koźmianowej, nestorki rodu, kurierki z powstania styczniowego, co przypłaciła Sybirem. W Gałęzowie, rodowym gnieździe Koźmianów, gospodarzył wzorowo Jan, stryjeczny ojca Białego Jasia (wówczas kilkulatka), zwany – ze względu na tuszę, jowialny sposób bycia oraz poczucie humoru – Samowarem. On dowcipkował, a babka Koźmianowa, sybiraczka, snuła powstańcze wspomnienia.
Do Zaraszowa przyjeżdżał także inny Jan, chrzestny Jasia. Przystojniak z Wierzchowisk był wytworny i bogaty, a także wykształcony (po wydziale rolniczym w Halle). Przywoził ze sobą aromatyczną dziczyznę, która wygrywała z ciasteczkami gałęzowskiej klucznicy, zwanej Panieneczko, zapijanymi kawą z glinianych farfurek.
0 komentarzy