Dziś zaproponuję lekturę bardzo znaczącej części historii Zaraszowa. Autor P. Edward Styżej. Był to komentarz do jednego z naszych wpisów wspominających o epizodzie z historii Zaraszowa.

P. Andrzej Styżej. Długoletni Prezes OSP Zaraszów.

Tak wszystko jest zgodne z prawdą . Przed pierwszą Wojną Światową – mój dziadek ŚP Andrzej Styżej zamieszkiwał na Wandzinie dawne przedmieście Bychawy obecnie Wandzin jest w granicach Miasta Bychawy w 1909 r. urodził się mój Tatuś Bronisław Styżej miejscowość Wandzin. Dziadek Andrzej Styżej handlował zbożem woził zboże do Lublina i sprzedawał w większości Żydom z handlu zbożem dorobił się dużej fortuny zgromadził dużą ilość pieniędzy za , które zakupił od Dziedzica z Gałęzowa dużą ilość ziemi – dawny Dwór Kowerskiego w Zaraszowie tak zwaną Cholwechówkę sięgającą od Cholwega do obecnie istniejącej Szkoły Podstawowej , Kościoła i od drogi czereśniowej w Kol. Zaraszów – teren ziemi Zdunka przy Aleji Kasztanowej w granicy pomiędzy zabudowaniami dworskimi mojego Dziadka Andrzeja Styżeja a o ile pamiętam Zdunka Wiktora była duża bardzo głęboka dworska studnia z której czerpano wodę dla potrzeb dużego gospodarstwa kilkadziesiąt hektarów z lasem dębowym pośrodku Cholwechówki. Ta studnia była wspólną własnością pomiędzy moim Dziadkiem a ożenioną z synem Stefanem Styżejem Zdunka – córką Janiną Zdunek – Styżejową a więc już Rodziną . ŚP. Dziadek Andrzej Styżej mimo dużego bogactwa osiągniętego z handlu zbożem i nadzwyczajnej pracowitości wybudował nowy dom mieszkalny dla 8 osobowej rodziny nową bardzo dużą stodołę – obora też duża po istniejącym dworze z kamienia białego, piękne konie zakupione u Dziedzica Budnego na Podzamczu w Bychawie , dwie bryczki , wiatrak za obecnym Kościołem na wzgórzu w kierunku Władysławowa ,wojskowe siodła, blankowa uprząż, żniwiarki , kosiarka, toczak do ostrzenia sztang kosiarek i żniwiarek.Obecnie na Dziadka posesji zamieszkuje Mariusz Kusy syn Heni Styżej – żony ŚP. Edwarda Kusego z Bychawy. Był bardzo religijny do Kościoła w Bychawie jeździł z całą rodziną pięknymi kolorowymi wozami – wasągami. a po odpustach i dworach bryczkami. Ale życie zakończyło się jego tragicznie 17.05. w pierwszy dzień Zesłania Ducha Świętego – Zielone Świątki będąc Prezesem Ochotniczej Straży Pożarnej w Alei Kasztanowej obok starej szkoły strażacy urządzili zabawę taneczną na zabawę tą przyszedł Śiwek ormowiec z Urszulina nie płacąc biletu dwukrotnie został usunięty przez strażaków pobiegł do domu zabrał ze sobą granat F- 16. rzucił pod bufet granat – ciężko raniąc 2 osoby najciężej Dziadka i stryjka Styżeja Edwarda – ciężko ranny odłamkami w brzuch Dziadek zmarł następnego dnia w Szpitalu w Bychawie, w wieku 66 lat a Mój stryjek Edward Styżej amputowano mu nogę powyżej kolana. Najstarszy syn Dziadka Bolesław Styżej będąc w wojsku w Kowlu przed drugą Wojną Światową zachorował na zapalenie płuc i tam samotnie spoczywa na Ukrainie – nie sprowadzono ciała najstarszego syna na cmentarz w Bychawie. Przed wojną o minutę wydarzyła by się pierwsza tragedia z Dziadkiem o tę studnię kilkunastu metrowej głębokości zwaśnione strony kłóciły się o tą studnię w granicy dwóch właścicieli dworu Kowerskich – za starą szkołą i Aleją Kasztanową przy drodze polnej ale szerokiej dzielącej dwóch bogatych gospodarzy u starego Zdunka ciągnęło się szerokie pole z zabudowaniami i ta przeklęta studnia do, której silniejszy od Dziadka podczas kłótni stary Zdunek złapał Dziadka za szyję przeważył wysoki kręg betonowy i chciał wrzucić do tej studni krzycząc ratunku mój ojciec złapał siekierę i obuchem z całej siły uderzył Zdunka w głowę ratując życie swojego Ojca – nie zabijając napastnika. Jak historia się powtarza w 1943 r w zimowy wtorek w Bychawie była łapanka widząc pędem poganiane z saniami konie z sąsiedniej targowicy przez szerokie podwórko w kierunku Gałęzowa w targowy wtorek Mój Ojciec uciekając przeskakiwał drewniany płot a tu nagle Halt Hende Hoff i do samochodu budy na szosie Turobińskiej. Widząc to moja Mama złapała mnie obwijając jakąś derką i pobiegła do samochodu budy – z zimna tak głośno płakałem , że Niemiec kierowca zawołał Mamę dwa razy – kom, kom wyciągnął zdjęcie z kieszeni mówiąc po niemiecku, że takiego chłopczyka ma w Niemczech i dalej , który to Man i sznel sznel do domu litując się puścił Ojca do domu. Jako dziecko uratowałem mu być może życie. Dziadek wożąc do Lublina zboże na Plac Bychawski. Przed wojną dwa razy wrócił piechotą bez naładowanego zboża.

Dodaje w wywiadzie:

Bo banda zbójów w lesie Dąbrowa nad ranem jak by zboża załadowanego po brzegi i parę koni nie dał to by go zabili.

  • Od małego dziecka wychowywałem się z moją siostrą w Zaraszowie. Rosjanie jak zrobili lotnisko w zagajniku Dulniaka to na ziemianki dla żołnierzy lotniska ścinali tysiące drzew na stojąco – prywatny las okaleczony 120 cm. kikuty ścięte a cała Holwechówka w mieszkaniach kwaterowali oficerowie piloci. Jednego zastrzelili po pijanemu. U Dziadka też mieszkali, w drzwiach do piwnicy wyrżnęli otwór i załatwiali potrzeby fizjologiczne.
  • Mojemu Ojcu Bronisławowi Styżej przed Drugą Wojną Światowa w zimową noc przyśniło się że złodzieje okradają mąkę i zboże z wiatraka. Poszli sprawdzać w nocy i co, drzwi wyłamane, ślady sań świeże. I w pogoń we 4-ch za złodziejami nagle koło Chmiela ślady zasypał padający śnieg – i wrócili do domu z niczym.
  • Pod czas wojny w Zaraszowie w nocy złodzieje przebrani w łachy i wysmoleni sadzami kilkakrotnie okradali inwentarz żywy – świnie, krowy stryjka Styżeja Henryka a i dzieci jego Ryszarda i Andrzeja zostawili w koszulkach nago zabierając wszystko. Stryjek przyszedł w łachmanach do mojego Ojca w Bychawie i płakał – Bronek daj jakieś buciny bo zamarzniemy. Ojciec mój dał nasze buciki a ja z siostrą Emilią Chodziłem w Drewniakach z podeszwami nabitymi gumą. Jednego z tych bandziorów – złodziei rozpoznał po głosie – złodziej ten mieszkał na kolonii Zaraszów pod końcem zagajnika – lotniska przyfrontowego. Kiedyś po latach byli na targu w Bychawie i pijąc litr wódki czystej z niebieską nalepką wygarnął mu całą prawdę było to w restauracji mojego Wujka Siudy gdzie pomagały mu dwie Córki Gienia Siudówna i Irka Siudówna.
  • Mój kochany Dziadek Jędrzej Andrzej Styżej – jako długoletni Prezes straży miał archiwum. Po śmierci jego rodzina i budujący wodociąg wiejski kier. Nagnajewicz zabrał. Można by odszukać – mnie kiedyś około 25 lat temu się pochwalił że ma te cenne dokumenty.
Kategorie: Lokalne

Jerzy Jelcow

Promuję otaczający świat

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *