Rocznica Bitwy Pod Grunwaldem 15 VII 1410 r.

Umieszczona pośrodku placu Matejki grupa figur upamiętniazwycięstwo Polski i Litwy w bitwie pod Grunwaldem. Pomnik wywiera szczególne wrażenie, gdy przejeżdża się ulicą Basztową autem lub tramwajem – niespodziewanie zza ciągu kamienic wyłania się pusta przestrzeń, a na niej jeździec, stojący na cokole niby na szczycie skalistej góry.

Fundatorem pomnika króla Władysława Jagiełły był Ignacy Paderewski. Zbliżała się 500. rocznica bitwy pod Grunwaldem (1410 r.), nadarzała się zatem doskonała okazja, aby przypomnieć narodowi tamto wiekopomne zwycięstwo, tym bardziej że ziemie polskie od ponad stu lat pozostawały pod zaborami. Uroczyste obchody szczególnej rocznicy z oczywistych względów dodawały ludziom otuchy, a jednocześnie podkreślały jedność kraju podzielonego granicami, które wytyczyły obce mocarstwa.

Pomnik zaprojektował mieszkający w Paryżu młody i nieznany jeszcze wówczas rzeźbiarz Antoni Wiwulski. Być może niektórzy pamiętali jego Żmudzinów, wystawionych na początku wieku w krakowskim Pałacu Sztuki, ale poza tym Wiwulski opinii publicznej nie kojarzył się z niczym. Szczęśliwy los sprawił, że wybrano go na projektanta ważnego pomnika – oto wreszcie miał szansę wyrwać się z gnębiącej go paryskiej nędzy. W rzeźbiarskiej pracowni artysty Paderewski uważnie obejrzał studium litewskiego wojownika i być może ta mała rzeźba sprawiła, że przyszły premier Polski dostrzegł w Wiwulskim właściwą osobę. Mówiono później o spotkaniu dwóch geniuszy: geniusz muzyczny odkrył geniusza plastycznego. Artystów połączyła przyjaźń; Paderewski zaprosił Wiwulskiego do swojej willi w Morges, gdzie udostępnił mu przerobioną na pracownię oranżerię. Również dzięki Paderewskiemu chory na gruźlicę rzeźbiarz wyjechał do Lozanny na operację krtani. Wiwulski podjął się pracy trudnej i wymagającej dużego zaangażowania. Co ciekawe, czas potrzeby na realizację projektu pomnika oceniano na pięć lat, a Wiwulskiemu zabrało to zaledwie półtora roku. Kreśląc plany monumentu, artysta czerpał inspiracje z dzieł Brunona Schmitza, twórcy pomników w Niemczech. Polskiemu rzeźbiarzowi asystowali absolwenci École des Beaux Arts: Bolesław Bałzukiewicz i Franciszek Ksawery Black. To nie jedyny francuski trop w historii tego dzieła. Również we Francji powstał granitowy cokół i odlewy z brązu. W 1910 r. na dworzec kolei żelaznej w Krakowie wjechał pociąg, w którego skład wchodziło siedem wagonów wiozących części pomnika, mającego już wkrótce stanąć przy Akademii Sztuk Pięknych. Na szczycie potężnego cokołu umieszczono konny posąg króla Władysława Jagiełły, a na przedzie pomnika, u stóp zwycięskiego księcia Witolda, spoczął Ulrich von Jungingen – wielki mistrz pokonanego zakonu. Po prawej stronie ustawiono grupę polską: giermek składa porzucone krzyżackie chorągwie, rycerz zastygł z wyciągniętą ręką, trzymając buławę. Lewą stronę zajęła grupa litewska z wojownikiem grającym na rogu i krzyżackim jeńcem. Na cokole znalazły się także tarcze herbowe zwycięskich sojuszników: Polski, Litwy i Żmudzi.

Na uroczyste odsłonięcie pomnika do Krakowa przybyło 150 tys. ludzi – więcej niż miasto liczyło wówczas mieszkańców – a obchody rocznicy Grunwaldu stały się wielką patriotyczną manifestacją. Wtedy po raz pierwszy odśpiewano Rotę – wiersz Marii Konopnickiej, do którego muzykę skomponował Feliks Nowowiejski. Po odsłonięciu monumentu nie brakło słów krytyki: nie podobał się koń (mówiono, że jest za gruby, choć przecież model wybrany został z najlepszych stadnin Francji), kwestionowano proporcje jeźdźca i wierzchowca, raziła leżąca figura wielkiego mistrza. Dwa lata po uroczystości odsłonięcia postanowiono zmienić układ rzeźb na pomniku. Postać włościanina rozrywającego kajdany, pierwotnie umieszczoną z tyłu cokołu, zastąpiono Oraczem – symbolem znacznie bezpieczniejszym, bo oznaczającym hołd dla pracy, a nie dla powstańczych zrywów. Antoni Wiwulski zmarł w 1919 r. 20 lat później jego pomnik Grunwaldzki znikł, rozłupany kawałek po kawałku przez hitlerowskich żołnierzy. Nie było złudzeń – okupant nie mógł tolerować dzieła sławiącego hańbę niemieckich rycerzy. Taki sam los spotkał wówczas inne ważne pomniki Krakowa: zniszczono strzegący Wawelu konny posąg Kościuszki i pomnik Adama Mickiewicza, bez którego Kraków chyba trudno byłoby sobie wyobrazić. Systematyczna, planowa rozbiórka grunwaldzkiego monumentu trwała od listopada 1939 r. do kwietnia 1940. Metal, z którego wykonano postacie, został przetopiony w śląskich hutach na potrzeby hitlerowskiej armii. Udało się uratować tylko nieliczne elementy pomnika. Ocalały trzy tarcze i miecz, a także buława, głowa Witolda i fragmenty grupy litewskiej. Zdemontowany granit przeleżał w mieście do końca wojny. Część materiału przewieziono na Oleandry, pewne partie trafiły na podwórze kamienicy przy ul. Krupniczej i do umocnień na wałach wiślanych.

Źródło tekstu, link…


Jerzy Jelcow

Promuję otaczający świat

2 komentarze

Wernychora · 21 lipca 2014 o 22:00

ale to było tydzień temu…

    Admin · 22 lipca 2014 o 07:50

    No i od tygodnia to czekało na mnie. A co tam tydzień do kilkuset lat, jato widzę inaczej: -trochę przed czasem na przyszły rok 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *