Tyle się teraz mówi o reparacjach wojennych i jest to ciekawy temat, więc zachęcony reklamą jednego z biur podróży: „Jedź do Berlina, zrabowane w Polsce dobra już tam są”! Postanowiłem wyruszyć. Kierunek Berlin. Miasto jak miasto, bogactwem nie błyszczy.
Na ulicach bardzo mało ludzi, a jeśli są, to turyści, głównie skośnoocy.
Berlińczycy zdają się stylizować na ubogich; marna komunikacja publiczna, jak w krajach trzeciego świata,
jadają byle jak i to na ulicy.
Biedni tacy czy udają? Na ślady po Murze Berlińskim dalej pada cień historii.
Brama Brandenburska stoi i przypomina o hańbie III Rzeszy. Byliśmy tam już w 1945 i teraz: „U podnóża Brandenburskiej Bramy Polski żołnierz usiadł zmęczony” – jest taki wiersz którego uczyłem się w dzieciństwie. Ale gdy pokazałem V-kę tzn Viktorię, to jakaś Niemka zaczęła coś tam szwargotać agresywnie… Widać jeszcze nie pogodziła się z przegraną.
Potem poszliśmy pod Raistag; zarasta krzakami, chociaż dla niepoznaki sadzą tam kwiaty.
Był pomysł żeby go (Raistag) podpalić, ale upadł jako mało oryginalny. Przecież ktoś przed nami już go podpalał i nic dobrego dla świata z tego nie wyszło. Koło Raistagu znaleźliśmy fragment muru ze Stoczni Gdańskiej. Ewenement, bo chyba nie ukradziony tylko pozyskany legalnie. Jak chcą to i Niemcy mogą działać legalnie.
Spotkaliśmy jeszcze pomnik Marksa i Engelsa. Niemki go (ich) uwielbiają, ale dzieci i młodzież poniżej 18 roku życia nie powinni oglądać tych zdjęć. Cóż Niemki jak to Niemki.
Odkryliśmy też stertę złotych! Ale była to niemiecka zmyłka, bo były to złote cukierki.
Zmęczeni i zdegustowani wracamy. Jeszce ostatnie spojrzenie na Bramę Brandenburską, a tu leją wodę.
No tak, Niemcy jeśli nie wykonują rozkazów, („my tylko wykonywaliśmy rozkazy”), to leją wodę. A co z reparacjami? Nie wiem, ale czarno to widzę.
0 komentarzy