
Przygotowując opracowanie korzystałem obficie z pracy Marii Wójcik „Zgromadzenie Sióstr Służek NMP Niepokalanej” Mariówka 2012, oraz z dokumentów udostępnionych przez Archiwum Domu Generalnego w Mariówce. Serdecznie dziękuje. Ze względu na charakter opracowania nie stosuje przypisów ale niektóre dokumenty zamieszczam w dołączonym „Archiwum”.
„Herbaciarnia” cz. 1.
Z podziękowaniem dla Sióstr Służek NMP Niepokalanej za służbę, modlitwę i świadectwo!

Zgromadzenie Sióstr Służek NMP Niepokalanej zostało założone w 1878 r. przez bł. Honorata Koźmińskiego, kapucyna. Powstało ono w warunkach ucisku społecznego i religijnego po upadku powstania styczniowego. Bł. Honorat Koźmiński, (…) wielką siłę, zdolną do dokonania odrodzenia duchowego, upatrywał w życiu zakonnym. Dlatego usiłował je ocalić, wprowadzając nową, nieznaną dotąd w kraju ukrytą jego formę.
Dop. red.: Współzałożycielka Rozalia Szumska działaczka społeczna, religijna wsi, nauczycielka oraz pierwsza przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej.
Siostry służki przybyły do Bychawy w 1889 z inicjatywy ks. Antoniego Kwiatkowskiego (1861 – 1926) dane wg Kroniki domu w Bychawie (w większości maszynopisów data poprawiona na 1899). Data przybycia sióstr wydaje się wątpliwa, bowiem ks. Kwiatkowski przyjął święcenia kapłańskie w 1890, a w 1900 został proboszczem w Bychawie.
Uwzględniając list Ks Kwiatkowskiego do Matki Generalnej który zamieszczamy w dalszym ciągu opracowania, wydaje się, że „Herbaciarnia” powstała przy zaangażowaniu Ks. Kwiatkowskiego w 1901 r. Być może Siostry dotarły do Bychawy wcześniej…

Przez długie lata siostry wynajmowały mieszkanie przy ul. Rynek 10, następnie przy ul. Piłsudskiego 8 u Żyda Rajsa , a w 1948 przeniosły się do własnego domu przy ul. 22 lipca 14 ( później 16).
Nowy dom herbaciarni zaczął się budować w 1947 r., a w roku 1948 już siostry się wprowadziły i przeniosły sklep, Poprzednio był swój dom na rogu, który siostry sprzedały. Mieszkały w nim 2 lata i przeniosły się do nowego domu. Najpierwsza herbaciarnia była założona w domu p. Budnego koło kościoła.
Wzmianka o „domu na rogu we wspomnieniach S. Dominik z 1919 i s Pracz z 1946 (Siostry mieszkały we własnym „domu na rogu” który w 1948 sprzedały.) Czy to ten sam dom i który?
Najbardziej znana działalność Sióstr to „Herbaciarnia” ale nie była ona jedyną.

Ochronkę w Bychawie założył w 1919r ks. Antoni Kwiatkowski a utrzymywał sejmik. Przez wiele lat wspomagała ją materialnie Helena Stolkowa, żona lekarza. Pierwszą ochroniarką została s. Zofia Wasiluk ( do1935), następnie s. Władysława Dominik.
Relacja s. Władysławy Dominik (spisana ok. roku 1956): W I 1919r wyjechałam do Bychawy, gdzie objęłam ochronkę sejmikową. Warunki pracy miałam bardzo trudne. Lokal ochronki, to jakaś salka orkiestry strażackiej, gdzie składali instrumenty muzyczne. Powietrze było okropne z racji ostrej woni rozchodzącej się od bębna, pokrytego nową skóra. Mimo wszystko dzieci czuły się dobrze i radośnie biegały do ochronki, a nie mogąc się doczekać otwarcia i już od rana biegały do herbaciarni, gdzie mieszkałam w domu sióstr. Sama praca była miła, bo to przywiązanie dzieci mocno mnie zobowiązywało i chwytało za serce. Zorganizowałam z nich „ chórek śpiewaków kościelnych” , z którymi śpiewałam w niedzielę na Mszy św. Starałam się ciągle o zmianę lokalu, aż wreszcie wynajęto jakieś 2 izby w innym punkcie miasteczka i tam przeprowadzona została ochronka. Dom sióstr i herbaciarnia były wtedy w wynajętym lokalu na rogu.
Przedszkole zamknięto w 1940 r z powodu wojny.
W szwalni w Bychawie przy ul Lubelskiej założonej w 1919r. Przez ks. A. Kwiatkowskiego uczyło się zawodu ok. 30 dziewcząt, później było ich mniej. Placówką tą kierowała s. M. Golec ( przez 1,5 roku) następnie s. Paulina Krasnodębska. Od 1928r dziewczęta zdobywały umiejętności krawieckie w Bychawie w domu „ Promień” , należącym do Zgromadzenia. Dziewczęta pozamiejscowe miały możliwość zamieszkania w bursie, zorganizowanej przez siostry. Aby umożliwić dziewczętom uzyskanie kwalifikacji zawodowych, przez co miały większe możliwości podjęcia pracy zawodowej, Zgromadzenie otwierało przy pracowniach kursy krawieckie, z czasem przemieniano je na szkoły krawieckie.
Ciekawa i barwna relacja s. Mścichowskiej, opisuje lata 1900- 1919.

W Bychawie dom był założony w 1889r. ( poprawione na 1899) . Starszą domu była s. Busiakiewicz. S. Maria Mścichowska była w sklepie. S. M. Trzaska była kucharką. S. Generowicz pomagała w sklepie.
Siostry tam założyły herbaciarnię i sklep, aby ludzi odciągnąć od pijaństwa, bo tam straszne panowało pijaństwo. Ludzie dawali na Mszę św. tzw. rocznice śmierci z rodziny, a po tym nabożeństwie szli do szynku na wódkę i upijali się tak, że jadąc do domu przewracali się łamiąc sobie ręce i nogi.
Proboszcz miejscowy bardzo bolał nad tym i tak postanowił, że ludzie po takim nabożeństwie szli do naszej herbaciarni , na herbatę, pili herbatę, jedli kiełbasę, boczek tłusty, gotowany, bo taki lubili. Siostry miały bardzo dużo pracy, bo z początku było sióstr mało i trudne było utrzymanie, bo przełożeni na założenie dali tylko 100 rubli, co to znaczyło ?
Ale okoliczni obywatele zjechali się jednego dnia na herbatę do sióstr i za szklankę płacili 5 rubli, 10 rubli i tak, który chciał tyle dawał, i to było pomocą dla sióstr. A P. Przewłodzka obywatelka Gałęzowa płaciła za lokal dla herbaciarni po 150 rubli rocznie, przez 3 lata, to było wielkie dobrodziejstwo dla naszej herbaciarni.
[Warunki były spartańskie]:
Z początku bardzo się siostry męczyły, bo nawet stołu dla sióstr nie było tylko kosz duży miały siostry za stół do jedzenia, a na kubełkach od wody siedziały, bo nie było krzeseł. P. Przewłodzka kupiła nam 2 łózka, jedno łóżko, to miało 8 nóg. Ach jakie te łóżka były niewygodne, to Boże zachowaj, ale to wszystko było dla nas miłe, bo ludzie szli do herbaciarni.
[A metody ks Proboszcza Kwiatkowskiego oryginalne:]

Proboszcz powiedział ludziom tak : że jak będą mieli pogrzeb i kto z pogrzebu pójdzie do herbaciarni na poczęstunek, to będą wszystkie świece na ołtarzu w czasie nabożeństwa się palić i ludzie jeszcze do rąk świece dostaną, bo tam taki był zwyczaj, że w czasie nabożeństwa ludzie w ręku trzymali świece, które przez całe nabożeństwo się paliły. Ksiądz na cmentarz pójdzie w komży i w kapie, a jak pójdą do szynku, to tylko 2 świece w czasie nabożeństwa będą się palić. Ksiądz na cmentarz pójdzie tylko w komży bez kapy. Więc wszyscy lidzie szli do herbaciarni.
[Ale dawało to dobre rezultaty]:
Tak się ludzie przyzwyczaili do herbaciarni, że trudno ich było pomieścić. Tam ludzie byli bogaci, to tak dużo tej herbaty pili. Czasem 500 szklanek, 300 szklanek, a tej kiełbasy, co oni zjedli, to trudno było im nastarczyć, a w targi, to czasem 6 pudów kiełbasy zjedli. A w poście to przeszło 20 kop śledzi zjadali i to najwięcej. I te wszystkie łepki, ogonki to na podłogę ciskali. Nie zostawiali na talerzu, bo to byli ludzie ze wsi. To ich trudno było do tego przyzwyczaić żeby na talerzu zostawiali kostki i resztki.
[Trudności nie brakowało:]
W Bychawie było ogromne błoto, a największe to prawie przy naszej herbaciarni, to tak podłogi w mieszkaniu były zabłocone i te wszystkie resztki z talerzy z błotem zmieszane, że po takim targu, to się brało szpadle i zbierało się błoto z podłogi.
W herbaciarni to nie tylko była herbata, kiełbasa i śledzie, bo tam był razem i sklep. To co tam pracy było, a sióstr było tylko 5. To było bardzo mało dla takiego ruchu.
[I to różnych trudności]:
Towar przywoziło się z Lublina. Przeszło 4 mile drogi polskiej. A były tam w czasie deszczów straszne błota i duże lasy i bandytów też tam w lesie nie brakowało.
Jednego razu jechałam z Lublina, miałam cała furę towaru. Napadło na mnie 8 bandytów i chcieli ode mnie pieniędzy. Ja powiedziałam , że pieniędzy nie mam, a bandyta mówi, gdzie p. pieniądze podziała ? Ja powiedziałam, że pieniądze wydałam na towar, a bandyta mówi, gdzie p. woreczek od pieniędzy podziała ? A ja mówię, że ja pieniądze w chusteczce nosiłam. Więc bandyta przystawił mi jakąś strzelbę do ust, i tak strasznie zabluźnił, że zdawało mi się, że cały las się zatrząsł, ale nie strzelił, a mnie się tak zimno zrobiło, spojrzałam w niebo i powiedziałam: „ Boże wspomóż mnie”, ale tak gorąco się modliłam. I Bóg mnie wyrwał z ich rąk, bo zaraz za nami jechało 2 furmanki, to tamtych ludzi bili i coś im tam wzięli, a mnie ani bili ani co wzięli. Miałam duży parasol, deszczówkę, nowy prawie był więc bandyta wyrwał mi go z rąk. Ja mu go nie dawałam, a on mówi: co bieda jest na świecie, a ja pod parasolem będę chodzić, i cisnął ten parasol przed konie nasze. Jak nam kazał jechać, więc ja temu bandycie co mi wyrwał ten parasol z rąk tak mówię: niech mi pan poda parasol, ale on się uśmiechnął, tylko powiedział swojemu furmanowi, żeby mi podał. I jakoś mu nie bronili, że mi podał.
Archiwa
Jaki to był przerażający widok, las wielki, gęsty – droga szeroka , 8 bandytów zamaskowanych z bronią, ale się jakoś nie bardzo bałam. Ale jak po tym wypadku jeździłam przez ten las to się bardzo bałam. Bo co się ruszyło w lesie, to ja myślałam, że bandyci idą. C. D. N.
2 komentarze
Berenika · 25 października 2020 o 14:23
Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy
Bogumiła · 27 października 2020 o 20:02
Czytam z ciekawością i próbuję umiejscowić opisywane fakty choć jestem pokoleniem z probostwa Ks. Maja.
Czekam na cd.