O prehistorii kolarstwa na naszych ziemiach

O prehistorii kolarstwa opowiada mieszkaniec Zaraszowa. Z niewiadomych powodów zastrzegł anonimowość. (Kolarskie długi? 😉  )
Piękny sukces kolarski na Igrzyskach naszej krajanki Iwony Podkościelnej – której jeszcze raz serdecznie iwonagratuluję – i piękne spotkanie ze złotą medalistką w Zaraszowie, przywołały wspomnienia. A więc kilka słów o prehistorii kolarstwa na naszych ziemiach a konkretnie w Zaraszowie.

Lata siedemdziesiąte były inne niż teraz.

Oglądaliśmy relacje z Wyścigu Pokoju. Wtedy to była sensacja! To było coś! Przed majówką, którą wtedy śpiewało się przy kapliczce, robiliśmy z chłopakami rajd po okolicy. Były i dalsze wycieczki. Kiedyś nawet pojechaliśmy rowerami na zawody hippiczne do Białki. Aż nadarzyła się okazja żeby spróbować prawdziwego kolarstwa.
Jeździłem w barwach POM-u Piotrowice, bo to był najbliższy klub z taką sekcją (kolarską). Teraz zdaje się tej sekcji już nie ma. Szkoda… Sprzęt mieliśmy taki jaki w tamtych czasach był dostępny. Patrz zdjęcia. Rower na zdjęciu jest wprawdzie w wersji turystycznej, ale niewiele różni się od Jaguara na jakim trenowałem i startowałem. Trenowaliśmy na okolicznych drogach wybierając te z bardziej równą nawierzchnią. Zimą startowaliśmy w przełajach – dziś to oddzielna dyscyplina i trenowaliśmy na sali gimnastycznej ale też w kotłowni POM-u (na tzw „rolkach”).

O prehistorii kolarstwa na naszych ziemiach
Trenowałem dwa lata, a to za krótko aby odnieść jakiś sukces. Raz udało mi się wygrać wyścig przełajowy w Kraśniku i byłem drugi w serii trzech wyścigów, ale wyścig ten był słabo obsadzony. Treningi były sześć razy w tygodniu. Nie pokonywaliśmy wielu kilometrów, max 50-60, ale przyśpieszając i odpoczywając (krótkie przyśpieszenia do sprintu, długie dla wytrzymałości). Zaburzenia w treningu często powodowały wolno biegające psy, przed którymi trzeba było uciekać nie zważając na dystans. W tygodniu mieliśmy dzień odpoczynku, jeździłem wtedy rekreacyjnie pod maszt na Bożym Darze. Żeby wziąć udział w wyścigu dojeżdżaliśmy pociągami (pamiętam wyprawy do Rejowca, gdzieś w Góry Świętokrzyskie), rowerami (np. do Lublina czy Kraśnika), potem dostaliśmy stary samochód ale były z nim same kłopoty.
Miło powspominać. Do dziś jeżdżę na rowerze i nawet przyzwyczaiłem się do tego, że starsze panie mnie wyprzedzają… No cóż, lata świetności mam już za sobą…
„Szanujmy wspomnienia…” Link do galerii zdjęć.

O prehistorii kolarstwa na naszych ziemiach
5 (100%) 9 votes

Dodaj komentarz