Ks kan Dominik Maj – wspomnienie Krzysztofa

Ks kan Dominik Maj – wspomnienie. Prawdopodobnie po raz pierwszy spotkałem Ks. Kan. Dominika Maja przy okazji kolędy. Przybył On przecież do parafii Bychawskiej wcześniej niż ja się urodziłem. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam Księdza rozdającego na kolędzie dzieciom cukierki. Może inni Księża też je rozdawali, ale dla mnie to musiał być Ks. Maj. I pamiętam, że na takie spotkanie czekałem z radością.

Potem były spotkania przy okazji przygotowania do Pierwszej Komunii św. w roku 1970/71. Przygotowania w punkcie katechetycznym w Zaraszowie u p. Kowalików prowadził ówczesny wikariusz Ks. Henryk Staszczak, ale bezpośrednie przygotowania (próby) odbywały się już w Bychawie i prowadził je Ks. Maj i Siostra Stanisława zwana po prostu Panią Katechetką.

Z tych przygotowań pamiętam opowiadanie ks. Dominika Maja z jego dzieciństwa. Mówił, że do kościoła chodził pieszo ok 4 kilometry. Gdy wracał wraz z kolegą po pierwszej spowiedzi św. przypomniał sobie, że na spowiedzi zapomniał powiedzieć jakiś grzech. Kolega też sobie jakiś, a może nawet kilka przypomniał. Chociaż byli już blisko swoich domów wrócili do kościoła i jeszcze raz poczekali w kolejce i wyznali zapomniane grzechy. Ks. spowiednik wytłumaczył im, że zapomniane grzechy nie czynią spowiedzi nieważną; co innego zatajone. Ten przykład zapamiętałem.

Po Pierwszej Komunii

Zaraz po Pierwszej Komunii św. zgłosiłem się (mama troszkę pomogła) do ministrantów. Pamiętam życzliwa troskę Ks. Maja; „Panie Kaziu (syn kościelnego P. Gąbki zwanego„Michałkiem”) proszę dać komże dla nowego ministranta”. Niedługo po tym było poświęcenie pól w Zaraszowie. Procesje zaczynaliśmy od kapliczki przy lesie zwanym Zagajnik. Wtedy to Ks. Maj ogłosił, że jestem ministrantem i chociaż nie miałem komży, to dał mi coś do niesienia, nie pamiętam wodę św., czy modlitewnik? Koledzy „podchwycili temat” i były docinki, ale widziałem, że Ks. Maja ta moja ministrantura ucieszyła.

Potem zdarzało się że po Mszy św w kościele parafialnym Ks. Maj zapraszał mnie na wyprawę do szpitala gdzie niósł chorym Komunię św. Wtedy już w komży szedłem ze świecą i z dzwonkiem którym dawałem znać o nadchodzącym Księdzu z Najświętszym Sakramentem.

Latem 1971 r.(sierpień?) Ks. Maj organizował pielgrzymkę na Jasną Górę do Niepokalanowa i Kalisza. Trzon pielgrzymki stanowił Chór Parafialny z ówczesnym organistą P. Dżymałą, ale Ks. Maj na prośbę rodziców zabrał i mnie wraz ze starszą siostrą. Było dużo modlitwy i przede wszystkim niezwykłe dla nas, widziane po raz pierwszy miejsca.

Na Jasnej Górze

Na Jasnej Górze mocne wrażenie wywarło na mnie odsłonięcie obrazu z przejmującym hymnem i wiele kul inwalidzkich zawieszonych jako wolta za uzdrowienie. Na murach obronnych Ks. Maj opowiadał o cudownej obronie tego miejsca przed Szwedami.

Niepokalanów to zapamiętana na długo „Panorama Tysiąclecia” w postaci ruchomej jakby szopki i „Misterium Męki Pańskiej”. (Zdaje się, że to jeszcze jest dostępne). Z Niepokalanowa pamiętam też najbardziej spartański w całej pielgrzymce nocleg. Spaliśmy w pustych pokojach zaścielonych słomą, w jednym kobiety w drugim mężczyźni. Inne noclegi mieliśmy w małych hotelikach z wieloosobowymi salami. Podróżowaliśmy pociągiem. (Zachowały się też zdjęcia grupowe z tej pielgrzymki zrobione w Niepokalanowie)
Ks kan Dominik Maj - wspomnienie Krzysztofa

ksmaj-4

W Kaliszu.

W Kaliszu odwiedziliśmy Sanktuarium św Józefa a w nim Kaplicę Męczeństwa i Wdzięczności za ocalenie Księży w Dachau. Tam też najwięcej opowiadał Ks. Maj o obozie, o szykanach (pamiętam że mówił o tzw karze „słupka”), o ciężkiej pracy i głodzie, o prześladowaniach za modlitwę i niemożności legalnego odprawiania Mszy św.
Zapamiętałem, jak Ks. Maj opowiadał, że pewnego dnia blokowy (czy ktoś inny z nadzorców) wezwał jego i jeszcze jednego z księży i powiedział im , że dziś nie pójdą do pracy, że zostaną w baraku i „będą pracować oczami…”. Dał im stos kocy które mieli przeliczać gdyby zjawili się strażnicy. Była to dla wycieńczonych więźniów okazja, żeby nieco odpocząć.

Mocno podkreślał, że został cudownie ocalony dzięki wstawiennictwu św. Józefa i Matki Najświętszej. O obozie mówił z żalem ale i z wdzięcznością za ocalenie, bez złości czy gniewu. Często mówił też o Ojcu Maksymilianie Kolbe, który wkrótce miał być ogłoszony błogosławionym.

Dziesięć lat później

Dziesięć lat później kilkaset metrów od Sanktuarium św. Józefa rozpocząłem dwuletni nowicjat w zakonie jezuitów. W każdą środę, po porannej Mszy św, chodziliśmy do Sanktuarium na modlitwę. Często zaglądałem też do Kaplicy Męczeństwa. Wspominałem często Ks. Maja. Czułem wtedy, że opiekował się mną, tak jak dziesięć lat wcześniej na pierwszej w życiu pielgrzymce.

Gdy przychodziliśmy w niedzielę do kościoła parafialnego w Bychawie Ks. Maj zawsze tam był. Miły, życzliwy, pogodny. Głosił kazania, spowiadał cierpliwie wysłuchując, tłumacząc i zachęcając do poprawy. Śpiewał i modlił się razem z nami budując nas swoim rozmodleniem i wiarą przenikającą całe życie. Nigdy nie widziałem go zdenerwowanego czy złoszczącego się. Przychodząc w Pierwsze Piątki – do czego nas bardzo zachęcał, często spotykaliśmy go przy kościele odmawiającego różaniec. Czekał na przychodzące dzieci, ciepło witał mówiąc, że cieszy się, że jesteśmy. Kiedyś Powiedział, że gdyby przyszło mu po raz drugi wybierać drogę życie to nie wahałby się ani chwili i znów wybrałby kapłaństwo.

Na pewno świadectwo jego życia miało wpływ na to, że zacząłem, początkowo nieśmiało a czasem coraz bardziej myśleć o powołaniu. I nie ja jeden zresztą, bo wtedy było kilku kleryków z par. bychawskiej. Widziałem z jaką radością przeżywał ich święcenia.

Wiadomość o śmierci Ks. Kanonika Maja usłyszałem będąc w szkole. Zrobiło się cicho i smutno.

Z pogrzebu pamiętam ogromne tłumy ludzi. Msza św. w kościele a potem długi kondukt. Było wiele przemówień. Tak zapamiętałem fragmenty:
Bp. Pylak powiedział : „Mówimy, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale Ks. Maja trudno będzie zastąpić”. Jeden z Księży mówił w takich lub podobnych słowach: „Dziś modlimy się za niego ale powinniśmy modlić się do niego”. I to współgrało z moimi odczuciami.

Ks kan Dominik Maj - wspomnienie Krzysztofa
Ks kan Dominik Maj - wspomnienie Krzysztofa

Przez minione czterdzieści prawie lat nie tylko przy okazji ale i celowo odwiedzałem grób ks. Dominika Maja i prosiłem o wstawiennictwo. Tak było też przy okazji święceń kapłańskich i prymicji w rodzinnej parafii.
Choć nie przeżywałem jakichś szczególnych sytuacji w których mógłbym wskazać na cudowne pośrednictwo Ks. Maja, to myślę, że w wielu trudnych chwilach był obok. Czuje, że w wielu sprawach Jego wsparcie mi towarzyszyło i także to, że trwam w służbie Bogu, Kościołowi i ludziom, to zasługa świadectwa życia Ks Maja i wypraszanych przez niego łask.
Jestem przekonany, że Ks. Kanonik Dominik Maj cieszy się chwałą nieba, że to święty kapłan.

Krzysztof

ksmaj-3

Ks kan Dominik Maj – wspomnienie Krzysztofa
4.9 (98%) 10 votes

Krzysztof

Zachowajmy wiarę oraz spokój, pogodę ducha i optymizm we wzajemnych relacjach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *